Osąd

…Tak, jestem kochanką! Kochanką każdego z waszych facetów. A co wy mnie tak tu otoczyłyście w centrum koła i patrzcie z pogardą? Powinniście być mi za to wdzięczne…
– A niby, za co?
– Za co? A za to, chociażby, że to właśnie dzięki mnie wasze rodziny przetrwały…
– Wariatka!
– No proszę: bijcie, kopcie mnie, oszpećcie, obrzućcie inwektywami. Ale w końcu i tak same zrozumiecie, że miałam rację. 
– Szmata!
– Szmata?… Mogę być dla was szmatą. Uważacie, że nie jestem wcale piękna? Dobrze uważacie, bo nie jestem… Każda z was jest dużo piękniejsza dla swego męża ode mnie. Oni też to zauważają, ale już po wyjściu z mojego łóżka. Czy sądzicie, że mogę lepiej zrozumieć waszego faceta niż wy same? Mylicie się. Nie miewam takiego zamiaru, chromolę to. Nie interesują mnie ich problemy. Nie dbam o grubość jego portfela, o to, co dzieje się w jego rodzinie, w pracy, pod prysznicem.
– Łaskawczyni…
– Widzicie? Wcale nie naruszam wielu granic, do przekroczenia których prawo wciąż macie tylko wy!
– Więc po co tobie nasi mężowie?
– Interesujące pytanie… Po co? Nie wiem… Pozwólcie chwilkę się zastanowić… Hmm… Och, tak! Jeszcze jestem nałogową palaczką! I, możecie to sobie wyobrazić? – Lubię alkohol! Nałogowo lubię. I tylko drogie wina lub szampan. A przy tym, zdradzę tu pewien sekret, nigdy się nie upijam… taka tam osobliwość organizmu. I wiecie, że z tego powodu, że nie są w stanie mnie upić, wasi mężowie mnie nienawidzą?! Naprawdę! A kiedy sami się ubzdryngolą… łoj! Tracę do nich szacunek. Stają się żałośni. A ja nienawidzę żałosnych ludzi. Tacy w moich oczach nawet przestają być mężczyznami. Przy okazji… Oto kolejna przyczyna, z powodu której jesteście dla nich najlepsze. Akceptujecie ich takimi, jakimi są. Lubicie się nad nimi poużalać, lubicie ich chronić, dbać o nich… Dzięki takiej „opiece” – owszem! dowartościowujecie same siebie, dowartościowujecie własne ego, miłość do samych siebie, stymulujecie ich miłość do was… Ale… To błąd!
– Błąd?
– Tak, błąd. Za bardzo przejmując się rolą, sprawiacie, że wasi mężowie tracą do was szacunek, trwonią uczucia, lub co tam jeszcze miewają. Innymi słowy, uznają, że wasza troska im się należy – i w konsekwencji przestajecie ich interesować. A z kolei kiedy wasi faceci nie napotykają takiej reakcji u mnie – odchodzą (ja z chęcią na to pozwalam) – i wracają do was. Zaczynają znowu widzieć w was to, co się zamazało w pamięci, co zostało zapomniane. I znowu się w was zakochują. A zatem, dlaczego potrzebuję waszych mężów? Po prostu chcę im coś uświadomić. Chcę im pokazać, że nie ma na tym świecie nikogo lepszego, niż wy! Nikt i nigdy nie będzie lepszy dla nich niż wy same!
– A co takiego znajdują w tobie?
– Raczej… kogo? Otóż – was. Każdą z was. Tę, którą ujrzeli podczas pierwszej randki, wtedy, gdy się w was zakochiwali. U mnie odnajdują te zapomniane chwile, które kiedyś przyciągnęły ich do was. I nawet nie możecie sobie wyobrazić, jak mnie obraża i upokarza ta świadomość. Ale nigdy im tego po sobie nie okazuję. Daję im do zrozumienia, że ja to ja i nie ma we mnie niczego z sielankowego obrazka ich własnej żony.
– A dlaczego przychodzą do ciebie znowu i znowu?”
– Seks. Tutaj nie będę owijać w bawełnę. Jestem o wiele bardziej dokształcona w tej sztuce niż wy. Ja autentycznie uwielbiam seks. Podoba mi się różnorodność. A wasi mężowie po prostu chcąc nauczyć się czegoś nowego. Jak sądzę, a ufam, że nie zaprzeczycie, wasze życie intymne, po wizytach waszych mężów u mnie, stało się po prostu jaśniejsze, bardziej interesujące i ekscytujące. Wasi mężowie znów chcą się z wami kochać, a wy z nimi.
– A dlaczego któregoś z nich nawet nie próbujesz przygarnąć do siebie na stałe?
– Dlaczego? No przecież już mówiłam: nie lubię żałosnych ludzi, gdy jak pieski zaczynają za mną biegać, gdy po pijaku zasypują prezentami, ślinią się i błagają. Ci, którzy byli silniejsi, wyszli i nie wrócili. I znowu, to wasza zasługa – podjęłyście właściwe kroki i udało wam się utrzymać męża, aby pokazać, że jesteście jedyną wartościowa kobietą w ich życiu. Potraficie wybaczać – i to jest wasza siła.
– Ty nie umiesz wybaczać?
– Ja wybaczać nie potrafię. Może dlatego wybrałam samotność? Iść na ustępstwa, odkładać swoje pragnienia na drugie miejsce – nie umiem, nie mogę. Nie, nie jestem słaba, jestem głupia…
– Czyżby dobrze ci było żyć w samotności?
– Tak. Jestem do tego przyzwyczajona. W przeciwnym razie (nie jestem pewna, ale wszystko możliwe), znalazłbym sobie kogoś na dłużej, lub, w skrajnym przypadku, sprawiłabym sobie kota. Nie jestem przyzwyczajona do opieki nad kimś. Jestem królową: zawsze, wszędzie i we wszystkim. Chociaż noszenie korony bywa czasem bardzo trudne. Ale wiem, że nie mogę się już z nią rozstać.
– Żal nam ciebie…
– Nie warto. Darujcie sobie. Każdy pisze scenariusz swojego życia. Może któregoś dnia będę żałowała wszystkiego, co zrobiłam. Ale teraz?… Teraz nie mam sobie nic do zarzucenia i nie zamierzam was prosić o wybaczenie. Wasze rodziny są dzięki mnie szczęśliwe, są silne. Dałam waszym mężom dobrą lekcję. I nie czekam na wdzięczność…
– ???
– Cholera! Dziewczyny! Przestańcie płakać. Wymiatajcie stąd!! Biegnijcie gotować zupę, piec mięso, odbierać dzieciaki z przedszkola, odrabiać lekcje szkolne ze starszymi… Tylko nie zapomnijcie, kiedy dzieci już pójdą spać, a wasz równie styrany pracą mąż wyjdzie spod prysznica, wdziać na siebie seksowną nocną koszulkę (wiem, że macie ją schowaną głęboko-głęboko w szafie) i przejrzysty szlafroczek… I zamieńcie się ze mną rolami. Jak w scenariuszu do dobrego filmu… Zobaczycie! Od razu będziecie szczęśliwsze!
*
Władysław uniósł głowę znad wpółobnażonego biustu Weroniki, zabrał lewą rękę nurkującą w przestworzach jej czarnego szlafroczku, sięgnął po pilot, nacisnął przycisk off.
– Durna ta twoja etiuda filmowa, kochanie… Wymyśl na zaliczenie semestru coś bardziej życiowego. I obraz z obiektywu powinien być dynamiczny… Nie ciągle ten najazd na oczy. Nie uczą was zasad operowania kamerą na zajęciach?
– Nie znasz się. Rola dużego zbliżenia jest zawsze wskazana, gdy…
– Ach! I jeszcze jedno… – przerwał jej, ponownie zanurzając głowę w dekolcie rozchełstanej podomki, jakby pragnąc uniknąć skrzyżowania spojrzeń – czy właśnie takie farmazony opowiesz jego żonie, gdy pewnego dnia zapłakana zapuka do twych drzwi?…

 

Krótkie opowiadania o miłości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *