Upadły Anioł

Katarzyna miała sen. A może nadal ma? Otwiera oczy i widzi stojącego w mroku pokoju mężczyznę. Poczuła przerażenie. Kim jest ten człowiek? Jak wszedł do jej domu?! W słabym świetle zimowego poranka widzi twarz: rozmyte w cieniach zmarszczki, lśniące oczy. Facet patrzy na nią i zdaje się uśmiechać. Czy to sen, czy rzeczywistość? Wzdrygnęła się w łóżku, skuliła ze strachu w kłębuszek i w końcu opatulona kołdrą odważyła się spytać:
– Kim pan jest?
Odpowiedział jej cichy, spokojny głos:
– Nie bój się, jestem twoim Aniołem.
– Co za Aniołem, jakim?
– Zwyczajnym. Twoim Aniołem. Każdy człowiek ma swego Anioła. Jest zawsze obok, choć nie zawsze widzialnym.
– Dlaczego więc mi się ukazujesz?
– Widocznie uznałem to za konieczne. Potrzebujesz mojej pomocy i ochrony. Od czasu rozstania się ze swym facetem stałaś się bardzo samotną i do dziś męczy cię brak stabilizacji. Nie ma przy tobie żadnej bratniej duszy. Teraz będę nią ja. Odtąd możesz na mnie polegać.Wspólnie będziemy nieśli ciężar twoich problemów.
– Nie wiem czy tego potrzebuję, Aniele… W imię czego?
– W imię i w nagrodę za to, że nie rozbiłaś nigdy i nikomu żadnego małżeństwa.
– Jakie to wszystko dziwne… To naprawdę istnieje Boża sprawiedliwość na swiecie?… I dlaczego ja się ciebie nie boję? To znaczy, boję, ale nie jak jakiegoś złodzieja.
– To dobrze, tak jest prawidłowo. Bo nie trzeba się mnie bać.
– A mogłabym cię dotknąć?
– Oczywiście.
I gdy podchodzi do jej łóżka, ona podnosi się, dotyka jego dłoni. Pod palcami czuje żywą, ludzką, jak najbardziej cielesną skórę i nawet jakieś takie… sympatyczne bijące z niej ciepło.
– Ty rzeczywiście jesteś prawdziwy? – I natychmiast zrozumiała głupotę swego pytania, a mimo to, z jakiegoś powodu, skupiła się cała w sobie, wyczekując odpowiedzi.
Kąciki ust Anioła z lekka uniosły się w przyjaznym uśmiechu:
– I to jeszcze jak prawdziwy! Wkrótce przekonasz się o tym.

On – Anioł stoi tuż-tuż obok. Emanuje od niego niesamowita męska siła i pewność siebie. Nie chce się, a i tak się w nią wierzy. A i serce wstrzymuje bieg w przeczuciu czegoś pysznego i słodkiego. Chciałaby zamknąć powieki i całkowicie zaufać tym męskim dłoniom, ustom, oczom… Ale gwałtownym pokręceniem głowy otrząsa się z nonsensu: obcy mężczyzna w jej mieszkaniu wczesnym rankiem!? Dlaczego jej to nie przeszkadza?

Anioł odczytał niepokój podopiecznej:

– Uznaj sobie, że to twój sen. Jestem widoczny tylko dla ciebie i nawet nie odbija mnie lustro, podejdź i sprawdź to.

Katarzyna wyskakuje z tapczanu i pędem do lustra. Obok niej staje Anioł. Ale w srebrnej mgle szkła tylko jej odbicie. „Taa… To musi być sen, dziwny sen…” – pomyślała. Rzadko miewa sny a jeszcze rzadziej pamięta o czym są. A tu, taki klarowny i wrażenia z niego takie realne… I nie chce się jej obudzić, nie chce opuścić tego snu. Niech ten sen jeszcze sobie potrwa. Nie może tylko zrozumieć, czy to aby dobry sen, czy nie? Ale Anioł nie pozwala na długie zastanawiania się. Domaga się odpowiedzi:
– Czy zgadzasz się, żebym ci pomagał i strzegł ciebie, Katarzyno?
– Oczywiście, zgadzam się. Która by odmówiła czegoś takiego…
Ale, jak u każdej roztropnej kobiety, tak i jej mózg nie śpi i nawet we śnie wykazując czujność, „strzeże” interesów właścicielki.
– Czego będziesz oczekiwać ode mnie w zamian?
Anioł kręci głową:
– Ludzie są tacy przyziemni i merkantylni… Chociaż, ogólnie rzec biorąc, masz rację. Płacić w tym życiu trzeba zawsze i za wszystko. Zapłacisz swoim do mnie przywiązaniem, sobą samą. Będę ci zawsze niezbędnym i nie będziesz mogła się beze mnie obejść.
– A ty, beze mnie, także?
– Ja i tak jestem już twoim Aniołem i należę do ciebie na zawsze.
– Eee tam! To tylko taka bajka! Dziś mało kto w takie wierzy. Na pewno nie ja. Ale… Dlaczego nie miałabym spróbować? – Dobra! Niech będzie! – I już po chwili składa przysięgę i zawiera umowę z Aniołem: – Zgadzam się na twoją pomoc i opiekę, a także, abyś chronił mnie od wszelkich kłopotów i nieszczęść!

Anioł wyprostowuje się gwałtownie. Jego postawa dodaje powagi chwili, z jego oczu promieniuje blask i bardzo donośnym głosem podsumowuje:
– Ustalono!
– Rozumiem, że umowa została zawarta. Zastanawiam się, jak będzie funkcjonować w realnym życiu… Jej! O czym ja mówię? Przecież to tylko sen…
I znowu Anioł, jakby odgadłszy jej myśli, ledwie słyszalnie westchnął:
– Całe nasze życie jest snem…

Dziewczyna nie była w ciemię bita. Wiedziała, jak wykorzystać teraz Anioła.

– Zatem po zawarciu umowy podejmij obowiązki, Aniele. Na początek… co by tu chcieć na początek… Na początek zorganizuj dla mnie odpoczynek, to znaczy: jakieś fajne wyjście na dzisiejszy wieczór. Nie byłam w dobrej restauracji od stu lat. Czy to wchodzi w zakres twojej opieki, Aniele?
– No tak! – Anioł uśmiechnął się.
A jego uśmiech… wow! taki cudowny, taki bardzo męski i jednocześnie trochę niepewny, poruszający. Jakby z gatunku tych, które mężczyzn nieco krępują, gdy przychodzi im okazywać je przed kobietą. A jako mężczyzna, z tego Anioła – bardzo przystojny man.

Dziewczyna zaczęła analizować swoją nową sytuację. W końcu to jej sen, a we śnie nie ma powodu czegokolwiek się wstydzić. Wysoki, dobrze zbudowany, lekko szczupły, ciemnowłosy, oczy niebieskozielone niczym morska fala. Generalnie jej typ. „Ale jak mam pójść z nim do restauracji? I tak dla postronnych ludzi nadal sama tam będę siedziała przy stoliku”…
– Jak zorganizujesz moje wyjście? Kto będzie mi towarzyszył?
– Jeśli nie masz nic przeciwko, będę to ja.
– Ale przecież ty jesteś niewidzialny, pójdę do restauracji z duchem?
– Wcale nie. Na dzisiejszy wieczór mogę „przyjąć” widoczność. We śnie jest to wykonalne na pstryknięcie palcem. Wybierz restaurację lub zaufaj mojemu gustowi.
– Cóż, pojawia się odwieczne kobiece pytanie: w co się ubrać? Moja szafa, Aniele, jak u wszystkich kobiet jest obszerna, ale gdy trzeba coś wybrać ekstra, to i tak nie ma z czego. Nie mam żadnych wieczorowych sukien, nawet dyżurnej „krótkiej czarnej spódniczki”.

Ale czy jest to problem, gdy ma się własnego Anioła? Oczywiście, że nie jest. W drodze do restauracji zatrzymali się w centrum handlowym (elegancki samochód Anioła był zaparkowany pod domem) i szybko wybrali gładką sukienkę w stylu klasycznym, z ciemnoniebieskiego jedwabiu i luźnego aksamitu. Do sukienki dobrali jeszcze szykowne szpilki Louboutin’a na jedenastocentymetrowym obcasie. Ceny zakupów wprawiłyby ją w zakłopotanie, ale przecież nie we śnie. We śnie nie miały one znaczenia… Zresztą i tak za wszystko płacił Anioł.

W nowym stroju wyglądała nieziemsko. Czarny aksamit zabawnie podkreślał biel jej skóry, głęboki dekolt przyciągał spojrzenie do kształtnego biustu (ani małego, ani obszernego), prosty krój sukni pozytywnie podkreślał smukłość ciała, wąskie szpilki pięknie układały się na nóżkach, przy czym dzięki miękkości skórki były bardzo wygodne. Jednak jej włosy i makijaż nie odpowiadały nowemu wyglądowi. Ale żeby tracić pół wieczoru na fryzjera? – Cóż, tym razem nie warto. Drogie kosmetyki pomogły nadać jej twarzy przyzwoitego wyglądu, a środki do pielęgnacji włosów skutecznie nadały fryzurze stosownego szyku…. I pomyślałby kto, że wszystko to zdołała zorganizować i kupić ad hoc? Że to nie Anioł przeinaczył ją w królewnę wieczoru jednym machnięciem ręki?
Ale i on sam – Anioł, przeinaczył się dla niej całkowicie niepostrzeżenie. Kiedy starała się dopasować i wybrać nowy strój, nagle ujrzała na Aniele elegancki garnitur w stalowym kolorze, w tonie jego przekłuwających i jakże uroczo spoglądających na nią oczu.

Wieczór w restauracji był z tych niezapomnianych. Pili czerwone wino z lekko wyczuwalną cierpkością posmaku, zajadali się ogromnymi kawałkami delikatnej, wspaniale doprawionej pieczeni. Rozmawiali, tańczyli. Czy trzeba dodawać, że tej nocy Anioł został u swej podopiecznej na noc? I przez wszystkie kolejne noce także?…
Okazało się, że zakres jego opieki i funkcji towarzyskich uległ znacznemu poszerzeniu, w porównaniu do deklaracji na starcie. A wszystko stało się bardzo naturalnie. Anioł objął ją czule, namiętnie spojrzał w oczy, uśmiechnął się i mocno przylgnął ustami do jej ust. W jej głowie zawirowało, jej serce zabiło szybciej, z rozmarzonych głębin duszy wyrwały się miłosne jęki. Rozpoczęły się długie pocałunki z preludium wzajemnego rozpoznawania. Nie spieszyli się z finałem, cieszyli się pieszczotami i wrażeniami. Potem ruch ich rąk stał się bardziej natarczywy, szorstki, oddech palił, usta nie dawały odpocząć i słodko drętwiały po każdym pocałunku. Pragnienie tłumiło ich świadomość, zatapiało ich w sobie nawzajem. Pasja ogłuszała doszczętnie i w końcu sprawiła, że zapomnieli o wszystkim. Byli tylko: on i ona, razem i scalające się ich ciała w cudowne jabłuszko…
A żar namiętności Anioła był naprawdę nieugaszony. W wybuchach namiętności wielokrotnie wzlatywała z nim to w górę, to w dół… I nawet kiedy w końcu doszczętnie wyczerpani leżeli bezwładnie obok siebie i gdy wracała z dalekich obłoków do rzeczywistości, nadal odczuwała w sobie jego wewnętrzny płomień. Prawdziwie boski ogień, ale z jakimś ciemnofioletowym poblaskiem… Czy to na pewno Anioł? Nie! – W tej nieziemskiej pasji raczej Demon niż Anioł. I to jaki doskonały!

I tak oto zaczęło się ich dziwne życie razem, niezależne i bardzo dla niej wygodne. To była naprawdę anielska egzystencja! Kiedy było konieczne, Anioł zawsze pojawiał się w pobliżu. Wystarczyło, że o nim pomyślała, a natychmiast dzwonił telefon lub dzwonek u drzwi. Wypowiadała życzenia – i wszystko spełniało się „samo”.
Nawiasem mówiąc, inni, gdy tego sobie zażyczyła z uwagi na okoliczności, często widywali tego jej Anioła. Na przykład: czekał na nią po pracy, chodził z nią razem do teatru, albo na jakieś firmowe imprezy, albo po prostu: na wspólny wypad w miasto. Jego pojawianie się i stosunek do niej wywoływał zazdrość i zawiść otaczających psiapsiółek i jadowite szepty za jej plecami: „żadne tam z niej cudo, a takiego Anioła upolowała!”. Starała się nie zawracać sobie głowy złośliwymi komentarzami. Jej koleżanki bezskutecznie próbowały zastosować wobec Anioła wszelkie dostępne elementy techniki uwodzenia, ale na próżno… Anioł tylko w nią był wpatrzony jak w obrazek.
Początkowo zazdrość koleżanek o Anioła trochę ją denerwowała, ale zdrowy cynizm Anioła szybko usuwał negatywne uczucia. Najbardziej wytrwałym natrętkom potrafił powiedzieć kilka słów, formalnie bardzo przyzwoitych, ale każdej wbijając szpilę w samo serce i zniechęcając je tym samym do dalszych „polowań”. Bo jej Anioł dziecinnie łatwo wynajdywał skazy w najjaśniejszym pięknie i uśmiechając się słodko, punktował je z gracją czarnoksiężnika.
Odtąd podchody i uniki jej rzekomych rywalek wywoływały w niej, owszem, dreszczyk sportowej rywalizacji, a nie pojedynczą kroplę zazdrości.

– Anioł, powiedz mi, kim ty właściwie jesteś? Tak nagle i dziwnie pojawiłeś się w moim życiu. I przyjęłam cię bez refleksji, pytań. I coraz bardziej i bardziej uzależniam się od ciebie. Obawiam się, że masz rację, wkrótce nie będę potrafiła bez ciebie żyć…

Anioł, wyczuwając powagę chwili, zmarszczył brwi i z jakiegoś powodu odwróciwszy wzrok, odpowiedział krótko:

– I dobrze.

Potem opowiedziała mu o swych doświadczeniach, o tym, co czuje pod jego nieobecność i jak bardzo obawia się, że pewnego dnia zostanie brutalnie przez niego porzucona… I dlatego… chce się rozstać… Już teraz.

Anioł zatrzymał się, chwycił za jej ramiona, odwrócił do siebie twarzą, poczym spojrzał jej w oczy:

– Oszalałaś? Czy czymś ciebie obraziłem?

– Nie, nie, to nie ma tu nic do rzeczy… Zrozum, boję się przyzwyczaić się do ciebie, a potem być porzuconą. Tak bardzo mnie to przeraża, że wolę zrobić to teraz, gdy jeszcze nie jestem od ciebie całkowicie zależn. A może ty czegoś ode mnie oczekujesz ekstra? Czegoś, czego jeszcze nie otrzymałeś, o czym nie wiem?

Anioł milczał. Stał nieco na uboczu i z chłodnym wyrazem twarzy patrzył na nią, jakby się nad czymś zastanawiając.

– Dlaczego nie odpowiadasz? Obraziłam cię czymś?

„Kurczę! Co ja plotę? Co mnie obchodzi jego żal, jeśli naprawdę postanowiłam się rozstać? Nie chce odpowiadać, to oznacza, że naprawdę czegoś ode mnie oczekuje, czego, jak widać, boi się, że nie otrzyma. Musimy wszystko zakończyć na amen. I dzięki Bogu, że tak postanowiłam. A więc rzucam go!

– Zatem… Bywaj! – I odwróciła się, aby odejść.
– Zostań, to jeszcze nie koniec – zatrzymał ją głuchy głos Anioła.

Odwróciła się do niego, czekając na wyjaśnienie i skrycie mając nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnią i nie będzie musiała się z nim rozstawać. Głupota oczywiście nie jest w stanie wytłumaczyć całej dziwaczności tego, co się z nią teraz i nagle dzieje, a że ostatnio nierzadko jej po drodze z taką głupotą, wzmaga czujność. Nie ma racjonalnego wytłumaczenia, które by ją nie upokarzało. Najlepiej, gdyby teraz od razu odeszła. Stała jednak w miejscu i… liczyła na coś.

– Nie masz racjonalnych wyjaśnień – Anioł czytał na głos jej myśli – ale posłuchaj tego, co zaraz powiem… Wciąż jestem aniołem, tyle że… upadłym. Upadłym, bo od dawna… żonatym. Nieszczęśliwie żonatym…
– Co ty pleciesz? Aniołowie nie żenią się. Aniołowie nie mają nawet płci!
– A seks, to z kim uprawiałaś?
– No tak… – I zrobiła nietęgą minę, nie bardzo rozumiejąc, co teraz odpowiedzieć.
– Czego od ciebie oczekuję? No, ciebie… I tylko ciebie! Wiem, że nie zawsze jestem tak miły i taktowny jak chciałabyś. Wcieliłem się w rolę twojego Anioła i grałem tak, jak ode mnie oczekiwałaś. Na co liczyłem w zamian? Mieć twoje ciało na swe wieczne przyjemności…
– Czekaj, to kim ty w końcu jesteś? Ty jesteś… diabłem?! I chcesz, aby moja nieśmiertelna dusza smażyła się na wieki w piekle?

Coś zabrzęczało głośno i dźwięcznie. Okazało się, że to Anioł zaśmiał się rubasznie (od kiedy tak umiał?).

– Co za brednie!? Oferuję ci seks i swe towarzystwo. Nie bój się przywiązać do mnie, bo gdy tylko zechcesz, pozwolę ci nawet wyjść za mąż za jakiegoś zwykłego faceta, jeśli się w nim zakochasz. Pozwolę, bylebyś mnie nie odtrąciła…

Osłupiała Katarzyna spojrzała na Anioła. W jej oczach – konsternacja… „Co on mi proponuje, zwariował?”
Jeszcze raz zastanawiała się: sen to, czy rzeczywistość? „Ale, w sumie… – westchnęła – czy to ma jakieś znaczenie? Czy cały świat, ten nasz własny świat, w którym żyjemy, jest tym, czym nam się wydaje?…”

„A co tam! – machnęła ręką. – Żyje się raz!”
Nie wahała się dłużej: przyjęła ofertę upadłego Anioła.
I… obudziła się.

 

Krótkie opowiadania o miłości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *