Trener Barbary

Lato nijak nie chciało się kończyć i od wielu tygodni niemiłosiernie prażyło słońcem po twarzach zmęczonych ludzi. Ale gdy na 2-3 dni zrobiło się chłodniej w powietrzu zapachniało jesienią. Na prywatnej plaży wynajętej przez męża Barbary zrobiło się cicho i spokojnie. Tym razem bez rumoru i natłoku natrętnych letników.

Barbara owinąwszy się szalem wyszła na balkon zaczerpnąć wilgotnego morskiego powietrza. Uśmiechnęła się. Odkąd ona i jej mąż przenieśli się nad morze, zawsze ze smutkiem żegnała się z latem.

– Czemu stoisz boso, moja miła? Lato już za nami! – ciepłe wargi musnęły jej ucho, a ona od nieoczekiwanej, wątpliwej dla niej pieszczoty wzdrygnęła się.

– Dziękuję, mężu, za kapcie, ale podłoga jest ciepła, nie zmarznę, – Barbara próbowała protestować, ale napotkawszy poważny wyraz twarzy małżonka posłusznie założyła trampki. – Spójrz jaki mamy dziś widok, – kontynuowała zezwalając mu, aby przytulił ją do swego ramienia.

Słońce, spozierając na widok męża i żony w objęciach, poczerwieniało i dotknąwszy morza niechętnie zaczęło zanurzać się w wodzie, by w krótce zupełnie skryć się pod horyzontem.

– Posłuchaj, miła, pamiętam, jak kiedyś mówiłaś, ze chciałabyś chodzić na zajęcia do fitness-klubu…

– Tak, Rudolfie, – zgodnie skinęła głową przerywając mu; – w ciągu tak upalnego lata chyba nieco osłabłam od ciągłego słońca.

– Bo właśnie znalazłem pewną interesującą reklamę w gazecie i zakreśliłem ją serduszkiem. Zobacz…

Następnego dnia spieszyła się na pierwsze próbne zajęcia. To była mała grupa, wszystkiego ledwie kilka kobiet, niespecjalnie wysportowanych, zresztą podobnie, jak ona. Gdy weszła na salę dosłownie oślepła od ilości luster i jarzących się lamp. BarbarZwierciadłami pokryte były dosłownie całe ściany a nawet sufit. Ale nie tylko poraziła ją lustrzana aula. Okazało się, że jej trenerem będzie młody, przystojny brunet, bardzo podobny do tego aktora z filmu „Droga do zatracenia”. Wspaniale! Bo ona przecież uwielbia ten film!

Pan Roman grzecznie opowiedział kobietom o programie i godzinach spotkań. Przez cały czas się uśmiechał i żartował tworząc przyjemną atmosferę podczas zajęć. Od pierwszej sesji Barbara pozostawała pod ogromnym wrażeniem swojego trenera i, opuściwszy  ściany klubu, cała natchniona nową, nieznaną sobie wcześniej energią wróciła do domu.

Rudolf siedział w wielkim fotelu i czytał najnowsze wiadomości. Ujrzawszy żonę wstał na spotkanie i czule obejmując ją w talii, szepnął:

– Kolacja przygotowana, przebierz się, umyj ręce i będziemy jeść.

W nocy, ciesząc się z wdzięków swej podekscytowanej kobiety, poczuwszy z tego samego powodu nagły przypływ energii (to nic, że wspomagany błękitna tabletką), Rudolf z zadowoleniem westchnął, czując jak jego ukochana żona wzlatywała w ekstazie na Olimp przyjemności. Chciała więcej i więcej. Noc zdawała się dla niej być za krótką. Ale spijając soki z męża tylko ona jedna wiedziała, że w jej głowie całkowicie rozpanoszył się pan Roman. To pan Roman w jej fantazjach nosił ją na rękach, rozpieszczał, doprowadzał do potężnej ekstazy raz za razem…

Barbara na zajęcia chodziła regularnie. Za każdym razem, gdy pan Roman stawał obok niej – ona celowo wykonywała ćwiczenie niewłaściwie, po to tylko, aby ją dotknął i douczył, jak poprawnie powinna była je wykonać. Jego ręce pogłaskiwały jej szyję, plecy, jej talię, pupę, pochylał nad nią swe młode ciało, mówił coś do niej, a ona tylko głęboko wzdychała wyłapując jego ruchy całym jestestwem, błędnie, a może i nie błędnie odbierając je za najbardziej zmysłowe pieszczoty.

Po tygodniu Barbara zauważyła, że pan Roman coraz bardziej ochoczo podchodzi do niej i instruując ją coraz częściej gładzi jej uda i plecy, zatrzymując ręce na jej ciele nieco dłużej, niż była tego potrzeba. Po zajęciach wciąż wracała do domu podekscytowana i nie bacząc na swe zmęczenie darzyła męża kolejną niezapomnianą nocą czułości.

Pewnego ciepłego jesiennego wieczoru Barbara szła po ulicy i naprzeciwko supermarketu dostrzegła znajomą postać. Czyżby pan Roman? Tak! Stał do niej profilem i rozmawiał przez telefon. Zauważywszy swą ulubioną „uczennicę” skończył szybko rozmowę, pomachał ręką, podszedł.

– Na zakupy?

– Tak, to znaczy: nie – odpowiedziała zawile Barbara, – po prostu chodzę i oddycham świeżym powietrzem, ciesząc się ostatnimi już chyba ciepłymi dniami.

– Ale czemu pani to tak smutno mówi? – Zapytał uśmiechając się i niespostrzeżenie dla niej samej biorąc ją pod rękę. – Pani Barbaro, naprawdę sporo już się u mnie pani nauczyła. Myślę, że wkrótce będzie mogła pani ćwiczyć sama w swym domu, – zmrużył powieki, jakby chcąc lepiej dojrzeć jej oczy, a raczej jej wzrok.

Zaskoczona Barbara i lekko przestraszona uważniej spojrzała na obiekt swego kilkutygodniowego uwielbienia:

– No co pan, panie Romanie, ja uważam, że wciąż zbyt słabo opanowałam cwiczenia. Proszę ze mnie nie rezygnować. Nadal chciałbym uczęszczać na fitness pod pana osobistym nadzorem.

Jego palce mocniej ścisnęły jej dłoń:

– Proszę mi szczerze powiedzieć, pani Barbaro, czemu pani tak bardzo zależy na zajęciach u mnie w klubie? Moim zdaniem jest pani już w doskonałej kondycji, – jego głos stał się spokojniejszy i z lekka kuszący.

– Chciałbym lepiej zżyć się i zaprzyjaźnić z kobietami z naszej grupy. A i samej w domu na pewno nie będzie mi się chciało regularnie ćwiczyć. Stymulacji zabraknie.

Podniósł jej dłoń do swych ust i ledwie musnął nimi po koniuszkach jej palców.

– Ja tu obok mieszkam, – powiedziała Barbara i przebiegła wzrokiem po małych przytulnych domkach, – dziękuję za spacer.

– To ja dziękuję, pani Barbaro. A więc dobrze. Będę o pani kondycje nadal dbał osobiście. Proszę się nie spóźnić. Jutro czekam o ósmej rano.

Pan Roman pożegnał się z Barbarą i wtopił w ciemność. Barbara wciąż omotana jego towarzystwem stała przez dłuższą chwilę i głęboko oddychała wspominając niedługi, acz upragniony spacer.

Odszedłszy dalej, tak aby nie być przez nią dostrzeżony pan Roman sięgnął do kieszeni, wyjął komórkę i wybrał numer:

– Tak, jesteśmy po spacerze. Wszystko jak miało być. Nie sądzę, żeby się czegoś domyślała…

Rudolf przy zastawionym stole czekał na żonę. Przywykł już, że wracała do domu zrelaksowana i zadowolona. I tym razem przekroczywszy próg domu powiedziała radośnie:

– Jestem w domu, mężu. Nakarm mnie.

Tym jednak razem kładąc się do łóżka pożyczyła mu jedynie przyjemnych snów i odwróciwszy się do niego plecami od razu szybko zasnęła. Rudolf leżał na plecach, ręce splecione za głową, i myślał, myślał, myślał…

*

Barbara najbardziej lubiła zajęcia poranne. Może dlatego, ze świeże powietrze rozsadzało jej ciało? Dziś ubrała się szczególnie starannie. Naperfumowała się swymi najlepszymi perfumami i zrobiła nienaganny makijaż. Niby spieszyła się na zajęcia, ale zarazem przygotowywała się do nich tak długo, jak nigdy wcześniej.

W grupie pojawiło się kilka nowych uczestniczek i pan Roman podchodził do nich częściej, częściej je dotykał, więcej do nich mówił. Barbara cierpliwie odrabiała ćwiczenia starając się wykonywać je w grupie najlepiej. Za każdym razem, spoglądała w stronę trenera, z nadzieją, że podejdzie, ale tamten nie zwracał na nią szczególnej uwagi i tylko czasem, jakby przez przypadek, zerkał w jej w oczy i uśmiechał się sympatycznie. Gdy zajęcia dobiegły końca nagle usłyszała za plecami jego głos:

– Pani Barbaro, proszę jeszcze zostać chwilę, chciałbym pani pokazać kilka nowych ćwiczeń, aby wzmocnić mięśnie pleców i brzucha. A pozostałe panie są wolne. Kolejne zajęcia – pojutrze. Czekam na wszystkie panie i proszę się nie spóźniać.

Kiedy zostali już sami – we dwójkę, podszedł do niej sprężystym krokiem i wziąwszy ją chwacko w ramiona namiętnie pocałował w usta. Barbara nie zdążywszy się sprzeciwić, nie zdążywszy wypowiedzieć choćby słowa oddała się słodkiej pieszczocie. Całował ją długo i gorliwie, chwytając jej wargi swoimi wargami, językiem wpijając się w jej usta. Coraz bardziej zniewolona wtapiała się w niego całą sobą i ledwie ustawała na drżących nogach.

„Boże, co ja robię? Każdy normalna kobieta dałaby takiemu w policzek. Czemu więc milczę i topię się jak masło pod jego naporem?”

Niespokojne myśli zniknęły, gdy tylko poczuła, jak ścisnął jej pośladki i podniósł ją z podłogi. A jednocześnie wciąż zachłannie całował jej twarz, szyję, nie pozostawiając ani jednego nieobacałowanego miejsca. Opuścił ją na miękki dywan, nadal nie zaprzestając pocałunków i pieszczot.

Barbara otworzyła oczy – nad nią znajdował się sufit, ten sam zwierciadlany sufit, który ją oślepił na samym początku. Widziała siebie na górze. Pan Roman całując jej nagi brzuch miął rękoma jej piersi, ukryte pod jego torsem. Jej sutki nabrzmiały i powiększyły się. Podobało jej się patrzeć na siebie i jego – pochylonego nad nią pokrywającego jej całe ciało gorącymi pocałunkami. Jak prawdziwy profesor gładził ciało swej uczennicy, a ono było napięte jak struna, gotowe już-już eksplodować muzyką przyjemności. Jego długie włosy delikatnie pieściły jej szyję, subtelnie łaskocząc. Z szelmowską rozkoszą wsłuchiwał się w jej coraz częstsze jęki i oddech. I nic nie mówił. Słowa były niepotrzebne. I Barbara nawet nie musiał niczego teraz fantazjować. Jej fantazja spełniała się na jawie. Ten, którego pożądała już od kilku tygodni umiejętnie uwalniał jej ciało, nie pozostawiając miejsca dla wstydu czy skromności.

Trener ściągnął z siebie koszulkę i, wziąwszy jej rękę ułożył ją na swym ramieniu. Teraz Barbara poczuła, jak mięśnie silnego mężczyzny grały pod jej rękoma, i od tego doznawała jeszcze silniejszej rozkoszy. Leżała na podłodze, a on zawisł nad nią, patrząc na nią zamglonymi, błogimi oczyma. „Może dasz się rozebrać?” Błagały jego oczy, a usta drżały z pragnienia by całować ją ponownie. „Dam!” – odpowiedziała oczyma.

Zdjął z niej stanik i wpił się w jej sutki. Pieszcząc językiem, potem wargami, potem znów językiem i znów wargami ciut odciągał je i znowu popuszczał. Jej piersi zwróciły się do niego jakby z zaproszeniem do zabawy: miażdżył je, masował, ściskał. Milczała, wydając tylko co chwila skryty jęk. Gdy jej sutki stały się gorące i twarde, pan  Roman unosząc ją ciut za biodra, umiejętnie ściągnął z niej szorty razem z majtkami. Zaciskając jej piersi i wciąż bawiąc się sutkami opuścił się w dół, w stronę brzucha. Odwróciła głowę na bok, unikając odbijającego się w suficie widoku.

Już zdążył się rozebrać samemu i rozebrać ją. We dwoje byli bardzo podobni do starożytnych greckich bogów, w łożu rozkoszy. On – muskularny, wielki i silny, ona – wysoka, szczupła i piękna; splecione stopy, zaciśnięte dłonie. Nie ustawał w pieszczotach obmyślając co rusz coś nowego – coraz bardziej ją zaskakując. Jego język wypieścił już każdy zakamarek między jej nogami, a ona zacisnąwszy ręce nad głową, wychodziła całym swym ciałem naprzeciw jego władczym, wymagającym ustom.

„Jeszcze… proszę! Jeszcze” – szeptały jej usta, a on nie spiesząc się do punktu kulminacyjnego, rozgrzewał ją coraz bardziej. Gdy emocje zbliżały się do szczytu, podniósł ją z podłogi i obniósł wzdłuż całej sali tuląc całym sobą. Ostudził ją trochę, ale tylko trochę. Barbara nie rozluźniała rąk, choć i tak przecież trzymał ją wystarczająco mocno. Patrzyła w lustra sczytując z nich „odbicia” i co chwila mdlała czując, jak zbliża się ta ostateczna chwila. Podszedł do jednego z luster i docisnąwszy ja do zimnego szkła wszedł w nią ostro. Szybkimi i zdecydowanymi ruchami scalał się z nią ściskając jej nogi w ramionach. Barbara zawyła z rozkoszy, a ten – jak sztubak wchodził i wychodził z niej z głośnym chlupaniem. Czując jej lekkie zmęczenie opuścił ją na podłogę i, obróciwszy, zagiął. Wrócił w nią z wolna, od tyłu, lekko naciskając jedną ręką pośladki, drugą obejmując brzuch. Jego broń poruszała się powoli jednostajnym rytmem. Oparła się o lustro rękoma i zamknęła z rozkoszy oczy, jęcząc długo, głośno i błogo…

Jej mąż – Rudolf – siedział na krześle i patrzył na swoją żonę. Gdy jej oczy otwierały się – próbował zrozumieć, na ile jej dobrze było teraz z tym potężnym brutalnym ogierem. Ona – nie miała możliwości go zobaczyć. Rozdzielało ich weneckie lustro – lub jak kto woli: cienka grań między wiernością małżeńską i zdradą. Między cynizmem męża – a zakłamaniem żony. Między obłudą – a prawdą. Był spokojny i zrelaksowany, zaspokoił swą ciekawość i drżenie w środku. Kiedy orgazm wybuchnął w jej ciele i gdy w spazmach opuściła się bezwolnie na kolana – on, jej mąż, wybiegł szybko z pokoju żeby przybyć wcześniej i zdążyć przywitać swą ukochana żonę w ich domu.

Pan Roman zaszedł do ukrytego pomieszczenia, gdy taksówka z zaspokojoną Barbarą odjeżdżała właśnie spod klubu. Na stoliku obok fotela leżały pieniądze, klucze od pokoju i krótka notatka. Męskim zamaszystym charakterem było na niej napisane: „Nie potrzebuję więcej pana usług. Pieniądze załączam zgodnie z umową. Oczekuję lojalności

 

Piąty krzyżyk Barbary

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *