Jak Stiepan Stiepanowicz wybierał sobie żonę

Postanowieniem noworocznym Stiepan Stiepanowicz w końcu postanowił. Samotność wygrała i małżeństwo będzie najlepszym wyjściem z sytuacji. Ale Stiepan Stiepanowicz nie chciał ZWYCZAJNEJ żony. Chciał PRAWIDŁOWĄ żonę.

Poszperawszy trochę w Internecie, Stiepan Stiepanowicz  natknął się na ciekawą stronę. A tam: stuprocentowa gwarancja doboru kandydatek, obszerna baza danych, wyszukiwanie według wybranych kryteriów i to, co szczególnie przyciągnęło uwagę Stiepana Stiepanowicza  – możliwość rozpoczęcia życia rodzinnego już w dniu pierwszej schadzki – firma zadba bowiem o wszystkie formalności związane z rozmowa przez telefon stacjonarnyrejestracją małżeństwa.

Kilka minut później Stiepan Stiepanowicz dzwoni już pod zamieszczony na stronie telefon. W słuchawce słyszy męski głos:

– Agencja „Złota żona”, słucham.

– Yyy… witam! – z wahaniem zaczął Stiepan Stiepanowicz – ja w sprawie poszukiwania wybranki…

– Tak, oczywiście! – zachęca głos – tym się właśnie zajmujemy. Do pana usług najlepsi specjaliści w dziedzinach psychologii życia rodzinnego, stosunków przedmałżeńskich i interpersonalnych. Jaka dokładnie pana interesuje?

– Słucham? – zapytał Stiepan Stiepanowicz.

– Jakie ma pan preferencje? – Wyjaśnił głos – to że poszukuje pan wybranki, już pan powiedział. Teraz, proszę sprecyzować życzenia: jaka powinna być wybranka, to jest: jakie ma pan oczekiwania co do wzrostu, wagi, wyglądu, zainteresowań, osobowości, temperamentu, postaci… w ogóle, wszystko, co chciałby pan widzieć u swej przyszłej żony.

Stiepan Stiepanowicz pokręcił z podziwem głową: „to się nazywa profesjonalne podejście, bez zbędnych ceregieli od razu do rzeczy!”

– No, tak w ogóle, rzeczywiście, mam jakieś tam pojęcie o tym, jaka powinna być moja żona… – Zamilkł na chwilę.

– Wspaniale! – entuzjastycznie skwitowało „biuro” deklarację nowego klienta – zacznijmy od danych podstawowych, jeśli pan pozwoli.

– Proszę bardzo! – ucieszył się Stiepan Stiepanowicz niespodziewaną pomocą i możliwością systematycznego, punkt po punkcie, uszczegółowienia preferencji.

– Znaczy, tak – pracowicie kontynuował „głos” – Proszę o jej wysokość, wagę.

Stiepan Stiepanowicz pomyślał przez chwilę:

– Cóż, nie więcej niż metr sześćdziesiąt pięć i szczupła.

– Świetnie! Tak, metr sześćdziesiąt pięć, szczupła… oczy, usta, nos, włosy?

– Oczy? – Stiepan Stiepanowicz  ponownie się zamyślił – nie wiem… miłe, najważniejsze, żeby nie używała makijażu, nie lubię… Ani szminki, i w ogóle żadnych kosmetyków, żeby wszystko było naturalne…

– Tak, rozumiem. Po prostu wspaniale! – Jest pan koneserem, panie…

– Stiepan Stiepanowicz. – przedstawił się.

– Tak, panie Stiepanie Stiepanowiczu. Przepraszam, nie znam jeszcze pana drugiego imienia – nie przysłał mi pan jeszcze kopii wypełnionego kwestionariusza. Ale to nic, jeśli pan pozwoli, pracujmy dalej. Na razie wezmę pod uwagę wszystkie pana życzenia i zachcianki, jako naszego nowego klienta. –  Od „głosu” tchnęło przyjaznym zrozumieniem i wsparciem. – Teraz wypełnię formularz z danymi pana ulubienicy. Potem wyślemy go do pana, a panu pozostanie jedynie potwierdzić ten profil, dokonać płatności i – będzie pana mógł już rozpocząć korzystanie z przyjemności małżeńskiego pożycia!

– Dziękuję – mruknął wyraźnie zadowolony Stiepan Stiepanowicz.

– No to, cóż… kontynuujmy. Włosy: długość? kolor?…

– Długość… – żeby nie były zbyt krótkie, ale i nie za długie, a kolor… tak w ogóle, to blondynki mi się podobają.

– Wspaniale! – Ucieszył się „matchmaker” – Blondynki…

– I żadnych tam takich wysokich szpilek, smukłe nogi wystarczą – Stiepan Stiepanowicz zaczął angażować się w rozmowę, – Byłoby niegłupio, aby i figura była odpowiednia… – Stiepan Stiepanowicz zawahał się – i żeby… te… no te… były duże. No, rozumie pan…

– Te? – Nie od razu skojarzył biznesowy „Matchmaker” – O, yes! Biust, piersi? Czy je miał pan na myśli?

– Tak, proszę mi wybaczyć…

– Nic, nic… pana nieśmiałość nawet jest sympatyczna. Ale kontynuujmy. Teraz na temat charakteru, temperamentu…

Do tego czasu Stiepan Stiepanowicz już w pełni nad sobą zapanował a bezpośredniość rozmówcy całkowicie rozwiązała mu język pozwalając wyobraźni wybiec na szerokie pole.

– Tak, charakter… charakter posłuszny, spokojny, lubię posłuszne żony. Takie, wie pan: „Powiedział – zrobiła.”

– Świetnie! – Zachwycał się „Matchmaker” – tak, coś jeszcze?

– Chciałbym, aby nie była wymagającą w utrzymaniu, a być może nawet i sama co  wniosła do domu.

– Zapewniamy! – Powiedziało „biura matrymonialne.”

– Lubię milczenie, żeby nie za dużo dyskutowała.

– Wymóg prawny! – zapewniono z drugiego końca.

– I żadnych tam takich fanaberii przed lustrem, pustej próżności! – Rozkręcił się Stiepan Stiepanowicz.

– Nie ma problemu!

– No i… płodna żona – dekoracją męża.

– To po prostu cudowne! – Z głosu „swata”, można wnioskować, że płacze ze wzruszenia.

– Chcę, aby była pokorna i cierpliwa! – W intonacji Stiepana Stiepanowicza  zaczął dominować autorytet.

– Ma się rozumieć! – Podobny ton ogarnął „Matchmakera” – jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi!

– Żadnych psiapsiółek; tylko ja, dom i dzieci.

– Oczywiście!

– Telewizor, Internet, niech jej nie rozprasza – i bez tego zajęć będzie bez liku!

– W pełni się z panem zgadzam, – wylewnie poparł  „swat”

– Tak, proszę jej powiedzieć, żadnych sztuczek z wychodnem. Jakby co – smycz się znajdzie.

– „Smycz się znajdzie…” – rejestrował na drugim końcu „swat”.

I w końcu Stiepan Stiepanowicz ucichł.

– Cóż, co do reszty – to według państwa uznania – łaskawie zezwolił. – Ufam w państwa profesjonalizm.

– Wspaniałe, Stiepanie Stiepanowiczu, teraz ostatnia kwestia. – Podsumował „Matchmaker” – życzy pan sobie romantycznej schadzki, czy też bez wszelkich zdobników – z dowiezieniem wybranki „pod dom?”

Stiepan Stiepanowicz był pod wrażeniem.

– Aż tak można?

– Oczywiście! Jest pan naszym klientem, a życzenia klienta są dla nas rozkazem. – Zapewnił „głos” – proszę podpisać ankietę, opłacić usługę – i już! I dziś, nie później niż w trzy godziny po płatności, wybranka, zgodna z pana preferencjami, może być już pod pana domem.

*

I oto Stiepan Stiepanowicz czeka na narzeczoną. Pięć minut temu, dostał telefon od agencji z informacją, że jego narzeczona jest w drodze. Stiepan Stiepanowicz wziął w ręce bukiet róż i wyszedł na zewnątrz. Na róże przyszło mu się wykosztować, ale serce i tak się raduje.

Biały furgonik ze złotymi arabeskami ułożonymi w napis „Złota Żona” pojawił się po pięciu minutach. Zatrzymał się obok Stiepana Stiepanowicza i wysiadła z kabiny para młodzieńców w markowych uniformach.

– Stiepan Stiepanowicz ? – Zapytał jeden z nich.

– Tak, tak. – Stiepan Stiepanowicz kiwnął głową, spoglądając podejrzliwie na vana. Narzeczonej nie było wdać.

– Proszę tutaj podpisać – młodzieniec wsunął w ręce Stiepana Stiepanowicza dokument dostawy, zaczekał aż ów starannie i czytelnie, jeszcze niczego nie rozumiejąc, podpisze, po czym kiwnął na towarzysza.

Wspólnie otworzyli tylne drzwi furgonetki i po chwili Stiepan Stiepanowicz ujrzał  swą narzeczoną. Jego nogi zrobiły się miękkie, jak bawełna, a po plecach popłynęła strużka potu.

Wystawiając niewiastę na wzrok klienta, młodzieńcy żwawo wskoczyli do furgonetki. Dmuchnąwszy na Pannę młodą chmurą spalin, van szarpnął, przyspieszył i wkrótce zniknął za zakrętem.

Stiepan Stiepanowicz nerwowo spojrzał na wybrankę i cicho szepnął:

– Jak to?…

Niewiasta przestąpiwszy zgrabnymi nóżkami podeszłą do Stiepana Stiepanowicza złapała w chwackie usta bukiet róż, starannie przeżuła, pokręciła blond głową i powiedziała:

– Meee!…

Stiepan Stiepanowicz stracił przytomność…

Stiepan Stiepanowicza przypadki

 

4 thoughts on “Jak Stiepan Stiepanowicz wybierał sobie żonę

  1. Jak koza mleczna..to jakiś pożytek miałby z niej Stiepan Stiepanowicz…A na ”intymności”’ chodziłby do ..sąsiadki…Ale najlepszą panią domu byłaby złota rybka spełniająca każde życzenie swojego…pana…:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *