Krótki felieton o mądralach

Kto ma zawsze rację? – Pacjent, klient, sprzedawca, przełożony… mąż, żona? Ot i dylemat…

Tak! Istnieje kategoria zarówno mężów, jak i żon, którzy mocno wierzą, że zawsze wiedzą najlepiej. Bardzo często osoba taka, zwana mądralą, feruje najbardziej nieomylne wyroki stawiając się w roli sędziego i mentora, choć niczym sobie na to nie zasłużyła. Jej (jego) oświadczenie formułowane jest jednoznacznie i bez najmniejszego cienia wątpliwości. Taka osoba zawsze uważa się za mądrą i prawą i dlatego uznaje za obowiązek pouczać każdego, komu się nie poszczęściło dorównywać jej mądrości. Mądrala lubi czynić, na tę okoliczność, długie i nudne perory.

I tak, podzielmy na grupy wszystkich, których zidentyfikowaliśmy jako tych, którzy zawsze mają racje. Pierwsza kategoria, to ci, którzy są chronieni i od których wiele zależy. I druga kategoria: ci, którzy sami przejęli wyższość nad innymi, i uważają, że ​​od nich coś zależy. Którzy z nich powinni mieć monopol na bycie mądralą? W rzeczy samej – i jedni, i drudzy. Jak zwykło się mawiać: ten ma rację, kto silniejszy, lub u kogo więcej praw. Dodam jeszcze, że każdy, kto chce mieć rację, zawsze rację mieć będzie, bo zadba uprzednio, aby wszyscy inni uważali podobnie. Wniosek jest prosty: siła woli i niezłomny charakter stanowią prawo. Są jego fundamentalnymi wyznacznikami.

Ale to tylko jedna strona medalu. A jaka jest druga?

To prawda, mieć rację oznacza, że zna się swe prawa i czyni swe obowiązki, i nie pozwala nikomu ich deptać. Ale czy to w porządku zawsze mieć rację? Jakie z tego tytułu należą się dywidendy, poza odpowiedzialnością za prawość? Argumentując, twierdząc, żądając – owszem – stajesz się prawym człowiekiem, niesiesz berło odpowiedzialności za nałożoną na siebie „prawość”, taszczysz je jak wóz z burakami, ale najmniejsza „przerwa w obwodzie” – i zamieniasz się w kozła ofiarnego.

Może więc… Nie mądrz się, siedź cicho, buzia na kłódkę, bądź posłusznym we wszystkim i zawsze wypełniaj, co ci każą, a wtedy… a wtedy to „ty” – zawsze i w każdym przypadku, będziesz brylował jak pączek w maśle?

Co zatem wybrać? do jakiego przycumować brzegu?… być na koniu, mieć zawsze rację, taszczyć wóz z burakami… a może lepiej jechać wygodnie tam, dokąd wiozą? Jak sądzisz?

Jakie więc ogólne dla ogółu wnioski, drodzy czytelnicy? Jaką mam dla was odpowiedź na ów chytry dylemat?

 

Nie, kochani! Odpowiedź zostawię dla siebie. Teraz to ja sobie siądę w piątym rzędzie odchylając oparcie fotela do tylu i z przyjemnością posłucham

😉

 

do spisu felietonów

Be Sociable, Share!

4 myśli nt. „Krótki felieton o mądralach

  1. Hahahaha ”’Kto ma rację, ten stawia kolację!”’ O! I zaraz mu się odechce ”mądrowania”, że ma rację, jak go ta racja ”’uderzy po kieszeni””…:)..A czemu, Januszu, siadasz w piątym rzędzie?..Usiądź w 1-ym..Zasługujesz na to…:)

  2. Tym razem…poważnie…Może się zdarzyć tak, że jedna z waśnionych , np stron bezsprzecznie ma rację lecz to prowadzi tylko do zaostrzenia sytuacji szczególnie , kiedy druga strona nie chce jej uznać idąc ”’w zaparte””’…i podchodząc do tego ambicjonalnie..Często do takich zdarzeń-zderzeń dochodzi w relacjach męsko-damskich..Wydaje mi się, iż mężczyźni nie lubią przyznawać kobietom racji…Mądra kobieta nie powinna wówczas odgrywać…”’mądrali””’, nawet , jeśli tę rację ma…, tylko próbować , mimo wszystko, zrezygnować z postawy z gatunku ”’na ostrzu noża””’…Być może życie samo zweryfikuje tę rację po stronie partnerki. ..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *