O kłamczuszkach i jeździe z zapalonymi światłami

Nikt nie lubi obelg, impertynencji, a już szczególnie kierowanych pod naszym adresem. Z kolei spośród wszystkich nieprzyjemnych inwektyw chyba najbardziej boli, gdy zostajemy nazywani kłamcami. Marnym tu usprawiedliwieniem są tłumaczenia, że większość naszych banalnych kłamstw i kłamstewek powstaje w dobrej wierze. Może właśnie dlatego i w związku z tym (a może i na przekór) ostatnio polubiłem słowo kłamczuszek. Jest po prostu śliczne. Jest w nim, z jednej strony, banalna prawda o kłamczuchu, z drugiej – łatka przyszywana do piętnowanej osoby wypowiadana ze szczyptą uszczypliwości, ale i sympatii. Zwyczajowe: kłamczuch i kłamca, przyznacie, brzmi dramatycznie. Bo gdy mówimy o kimś „kłamca” to zawsze w konwencji serio. Określenie kogoś kłamcą wiąże się na ogół z poważnym oskarżeniem. Tymczasem słówko „kłamczuszek” to raczej sytuacja, gdy złapaliśmy kogoś na niewielkim rozmijaniu się z prawdą. W zależności od kontekstu wypowiadania tego słówka, np. w czasie przekomarzania się między kochankami, słówko „kłamczuszek, kłamczuszka” może być jak najbardziej pozytywne, a nawet uchodzić za miłe i słodkie. Gorzej jednak, gdy z kłamczuszki wyrasta rasowa, wiarołomna kłamczucha. Dziś, jednak ani o kochankach, a tym bardziej ani o niewieścich słodkościach kłamczuszek i o pospolitych kłamczuchach.

Oto czytam wyniki badań prowadzonych przez panią profesor de Paulo z University of Wirginia, która udowadnia, że kłamstwo jest częścią ludzkiej natury. De Paulo i jej współpracownicy poprosili 147 uczestników badania, w wieku od 18 do 71 lat, aby przez tydzień notowali wszystkie swoje interakcje społeczne i mówione przy tych okazjach kłamstwa. Każda z badanych osób skłamała średnio 10 razy, a tylko 7 osób zadeklarowało całkowitą szczerość. Prawda jest taka, jak z kolei twierdzi Leonard Saxe, psycholog społeczny, że odpowiednia presja lub zachęta skłoni każdego do skłamania. Aby oddać sprawiedliwość kłamczuchom, w większości przypadków po prostu próbujemy być mili. (Gdy spyta cię żona, czy dobrze wygląda w nowej sukience? jak większość mężczyzn odpowiesz prawdopodobnie: kochanie, świetnie!). Badania de Paulo wykazały, że takie „fałszywie pozytywne” sygnały są wysyłane 10 do 20 razy częściej niż typowe bezwstydne kłamstwa. Tym niemniej i jedne, i drugie to świadome mijanie się z prawdą.

Kłamczuszkami bywają wszyscy: od królów i prezydentów (pamiętacie aferę rozporkową Clintona?), poprzez kłamstewka wyborcze rodzimych polityków („gdy mój brat zostanie prezydentem – ja nie zgodzę się zostać premierem”), po maluszki w przedszkolach (te – kłamią najśliczniej!). Nie dziwmy się, że kłamczuszków odnajdziemy w każdej społeczności i w każdym gremium. Mógłbym sypać tu jak z rękawa, na przykład o obietnicach mych szefów przyznania mi podwyżki, ale się wstrzymam, bo jeszcze sam z siebie uczyniłbym kłamczucha. Wspomnę jednak o rozpętanej ongiś nagonce na rzecz jeżdżenia z zapalonymi światłami przez okrągły rok. Jak podaje „Rzeczpospolita”, dzięki jeździe „na światłach” zużyliśmy o 60% żarówek więcej, dopłaciliśmy za paliwo ponad 2 miliardy złotych i wyemitowaliśmy do atmosfery pół miliona ton dwutlenku węgla! Do tego doszły jeszcze słone mandaty dla opornych i koszty reanimacji akumulatorów, które łatwo rozładować, gdy zapomni się o wyłączeniu świateł niewidocznych w pełnym słońcu. Mimo tego tytanicznego wysiłku całego narodu i szczytnych zamierzeń ustawodawcy liczba wypadków wzrosła, choć między rokiem 2005 a 2006 – jeszcze przed wprowadzeniem idiotycznego nakazu – spadała, pomimo wzrastającej liczby pojazdów! Naukowe badania okazały się funta kłaków warte, a propagandowa kampania na rzecz bezpieczeństwa – więcej przyniosła szkody niż pożytku. Austriacy, którzy też dali się zwariować, już poszli po rozum go głowy i od pierwszego stycznia znów używają świateł zgodnie z ich przeznaczeniem – czyli wtedy, gdy widoczność jest kiepska.

A zatem, czy kiedykolwiek przestaniemy kłamać? Raczej nie. 75% osób badanych przez profesor de Paulo przyznało, że skłamie znów, gdy nadarzy się właściwa okazja. I według wszelkich prawdopodobieństw ujdzie im to na sucho. Jak znam życie – pomysłodawcom jeżdżenia z zapalonymi światłami przez okrągły rok – także.

30 kwietnia 2008

Be Sociable, Share!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *