Politycy i lustra

W starym dowcipie żydowskim pytają pana, powiedzmy, Rabinowicza o Żydów. Co też o nich sądzi? – Żydzi – powiada pan Rabinowicz z namaszczeniem – to naród wybrany, to naród artystów, myślicieli i uczonych. – A co pan powie o pańskim sąsiedzie, panu Cukiermanie? – Cukierman? Pan przy mnie nie wymawiaj tego nazwiska! – denerwuje się Rabinowicz. – To jest łobuz, to jest oszust, to jest…

Lubię tę dykteryjkę, gdyż rozbraja prawdą o naszej ludzkiej mentalności. Wszak chyba dla każdego formułowanie pochlebnych ocen wobec grupy, z którą się utożsamia, to zajęcie na ogół i miłe, i wdzięczne. Zwykle, zresztą, nie wymaga ani pomysłu, ani odwagi, a i szczypta samochwalczej próżności dobrze służy piewcy i publice. Problem uwypukla się, gdy miast anonimowego słuchacza interlokutor mierzy się oko w oko z bazyliszkiem. Tu – potrzebne są konkrety i pomysł. W bajce naszego dzieciństwa mądry szewczyk obwiesił się zwierciadłami; gdy Bazyliszek spojrzał w nie i zobaczył samego siebie, zabił go własny wzrok. Dokładnie taką samą metodę z upodobaniem stosują nasi niedopieszczeni politycy: umiejętnie manewrując lustrem – zbuntowanej gawiedzi wskazują raz tego, raz innego sprawcę niedoli: patrzcie! To przecież nie my! To oni! Kociokwik i chaos powstaje wtedy, gdy obie strony za oręż obrały zwierciadła. Wówczas, już w ogóle niewiadomo, kto zacz, a kto za kim dołki pokopał, lub, jak w Orwellowskim folwarku: kto świnia a kto człowiek.

*

W przedziale dwóch rabinów i jeden żyd. Po kilku godzinach podróży żyd się odzywa: „miałem nadzieję, że będę świadkiem rozmowy dwóch wybitnych umysłów, a tu cisza!”. Jeden rabin z politowaniem odpowiada: „ja wiem wszystko, on wie wszystko, to o czym my mamy rozmawiać?!

30 września 2008

Be Sociable, Share!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *