O Jaśku, Natalce i Muzie

Jaśko-poeta pisze arcydzieło. Właściwie jeszcze nie pisze, dopiero próbuje, a tak naprawdę na razie tylko strasznie cierpi, skręca się w swych twórczych katuszach i wzdycha. „Panie Boże, proszę! Przyślij Muzę, przyślij na dzień, przynajmniej na godzinę! Panie Boże! Gdy ją ofiarujesz – stworzę ciudo! Napiszę wielkie dzieło… Ale, Panie Boże, brakuje mi weny, brakuje Muzy! Ach! Boże spraw, by przyszła!

I nagle do pokoju wchodzi Natalka – jaśkowa połowica.

– Jaśku, może zrobić ci schabiku w galaretce, tego, który tak lubisz?

– Och Talko, jaki schabik? Dajże mi teraz spokój. Nie widzisz, jak twórczo cierpię?…

Natalka pospiesznie przymknęła drzwi. Nie chce przeszkadzać swemu Jaśkowi…

Tymczasem stojący pod biurkiem poety kosz na śmieci wypełnia się po czubek zżętymi i podartymi kartkami. Mijają godziny…

– Puk! puk! Hmm… Kogo my tu mamy? …Dzień dobry, poeto. Cóż to? – Nic dziś się panu nie składa?

Oto przy oknie zjawiła się eteryczna, zwiewna, tchnąca jakąś nieziemską zmysłowością  kobieta, o długich falistych włosach, w śnieżnobiałej tunice swobodnie osuwającej się wzdłuż sylwetki.

– Kim jesteś? – spytał zdumiony i bardzo zaskoczony Jaśko-poeta.
– Nie poznajesz mnie? Jestem Muzą. Mam na imię Calypso. Czasem przydzielają mnie do takich, jak ty, którzy potrzebują Muzy na godzinę, dwie, albo i cały dzień, by chwycić natchnienie. Zaczynaj zatem bezzwłocznie swój poemat, poeto, a zaraz wszystko wartko poleci…

*

Gdy wchodząc raz kolejny do pokoju Natalka ujrzała pochylonego nad skoroszytem Jaśka a obok niego Muzę, dyktującą niecierpliwie Jaśkowi-poecie przyszłe arcydzieło, cichutko tylko spytała:
– Może ciasteczko? Może batonika?
– Talko! Na miłość Boską! Zostaw nas teraz w spokoju! – krzyknął podekscytowany Jaśko-poeta.
Skarcona Natalka ponownie, jak cicho weszła, tak jeszcze ciszej opuściła pokój.

*

– To już wszystko, poeto. Skończyliśmy. Pora mi już udać się do innych.
– O, moja wybawczyni! Nie odchodź, proszę! Jestem na szczycie, nie zostawiaj mnie teraz samego! Ofiaruj jeszcze, błagam, choć chwilę inspiracji! – I Jaśko-poeta rzucił się na podłogę i objął nogi Muzy.

– Wszystko dla ciebie zrobię, tylko nie odchodź! Błagam!

Gdy zaniepokojona hałasem Natalka zajrzała do pracowni Jaśka – ujrzała go wtulonego w stopy Muzy. Ze smutkiem spuściła głowę, westchnęła głęboko i tym razem bez słowa wyszła nie zamykając nawet drzwi.

– Co się gapisz! Zatrzymaj ją! – krzyknęła Muza. – Bez niej nie zostanę tu nawet minuty!

Jaśko-poeta wybiegł szybko do przedpokoju, na schody, ale Natalki już tam nie było, wybiegł do ogrodu, ale oprócz kota „Nowika” nikogo nie znalazł. Wyszedł za parkan, na ulicę, spojrzał w lewo, w prawo, pobiegł do lasu… Po Natalce – ni śladu!… Wrócił do domu strapiony i tylko z jedną myślą: to już koniec!

A tymczasem, w jego gabinecie… Nie! Nie mógł uwierzyć! – patrzy, a przy biurku siedzi Natalka i z niezwykłą pieczołowitością i promiennym uśmiechem zapisuje kolejne kartki pod ciche dyktando chylącej się nad nią Muzy.

– Nie spiesz się, droga moja, mamy czas! – przerwała na chwilę swe miarowe dyktando Muza – To ma być i będzie arcydzieło nad arcydzieła!

Natalka podniosła głowę, spojrzała filuternie na Muzę, spojrzała w kierunku drzwi…

– Jasiu, a co ty tak stoisz? – zapytała zdumionego Jaśka-poetę. – Nie wałkoń się! Idźże do kuchni, zrób nam kilka kanapek i martini z tonikiem! My musimy tu jeszcze całkiem, całkiem niemało popracować…

 

Powrót do Perpetuum

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *