Alina

Rozdział 7

Weszły do ciemnego pokoju, który przenikał swąd wilgoci i pleśni. Alina zmarszczyła nos z obrzydzenia i zamknęła za sobą obszarpane drzwi. Głupio było oczekiwać od takiego miejsca czegoś więcej, ale w jej wyobrażeniu najbardziej prestiżowy pokój w wampirowej przystani powinien wyglądać nieco inaczej. Tutaj, zamiast komfortowego lokum, były obłupane ściany, stary telewizor, dwa łóżka zaścielone identycznym posłaniem i krzesło.  Rzuciwszy na podłogę sportową torbę nieufnie spojrzała na wampirzycę, która ze zobojętnieniem patrzyła na krajobraz za oknem. Spanie pod jej nadzorem, nie było z pewnoscia głębokim pragnienieniem Aliny, ale w przeciwieństwie do jej mrocznych znaajomych, nie miała zdolności do ignorowania potrzeby snu.

W powadze spojrzenia Tildy odzwierciedlało się nieskrywane zagrożenie, od którego a71Alina jeszcze bardziej bała się zmrużenia w tę noc oczu. Co, jeśli się nie obudzi? Skąd ma wiedzieć, że tamtej kły nie przebiją jej szyi, gdy poczuje głód? Mało wiedziała na temat wampirów, ale doskonale było jej wiadomym, co jedzą. Serce Aliny wciąż bije i w żyłach płynie, wedle tamtej gustu, bardzo smaczna ciecz. Wiedząc to wszystko będzie w stanie zasnąć? Odpowiedź jest oczywista.

– Twój brak zaufania przekracza wszelkie granice, – skonkludowała sucho wampirzyca, nawet nie odwracając się, – a póki twe myśli zajęte są podobnymi bzdurami, wątpię, czy czegokolwiek cię nauczę.

Uśmiechnąwszy się wbrew swej woli Alina spojrzała na Tildę od stóp do głów, póki miała taką szanę. Tilda była bardzo szczupła. Miała cienką talię i piękne biodra. Sprawiała wrażenie bardzo silnej, hardej dziewczyny, chciaż kto to wie, co kryje się pod taką maską bezlęku?

– Wybacz, ale sądzę, że nie jesteś całkiem kompetentna w odczytywaniu moich potrzeb, – odezwała się ostrożnie Alina, starając się nie urazić czerwonych oczu drapieżnicy.

Gdy ukradkiem zerknęła na wampirzycę te jej krwawe oczy natychmiast spowodowały u Aliny zamrożenie oddechu. Były straszne i jednocześnie piękne. Fascynujące i przerażające, odpychały i wabiły w swą sieć. Takich sprzecznych uczuć Alina nie doświadczała nigdy. A najbardziej przerażającym było to, że nie ma pojęcia, czego się może spodziewać po ich właścicielc w następnej sekundzie.

– Na twoim miejscu byłabym wdzięczna za wszelką pomoc, – Tilda prychnęła, odwracając się do okna, – i tak mam wystarczająco dużo problemów, bez Ciebie.

Jej słowa dotknęły Alinę, ale po raz kolejny udowodniły słuszność swych myśli. Ona Alina stwarzała problemy nie tylko sobie, ale także innym, przy czym nie biorąc w tym bezpośredniego uczestnictwa. Dla niej pozostaje pełną zagadką, dlaczego ta wampirzyca poświęca się, nie oczekując żadnej przysługi, a następnie śmie oskarżać ją o brak wdzięczności. Już po raz drugi tej nocy poczuła wrzenie w swej krwi kryształów. Nie wie, czy za sprawą rozpierającej złości, czy od tego, że obok znajdowało się mroczne stworzenie, ale nic to; zupełnie nie chciała zatrzymywać tego procesu.

– Nikogo nie prosiłam o umieranie za mnie, – swą prawdę oznajmiła pewnym głosem, – czy powinnam się obwiniać za to, o co nie zabiegałam? Widocznie uważasz, że powinnam. Jeśli tak, prościej mi będzie zdechnąć i puścić do wszystko do czortów, niż kłaniać się do nóg każdemu nieproszonemu pomocnikowi.

Tilda powoli odwróciła się do niej i skrzyżowała ręce na piersi. Mogła zrobić wszystko co tylko jej się żywnie podobało: złamać Alinę na pół, podciąć gardło, czy cokolwiek innego, w czym lubują się wampirzyce. Ale, o dziwo, dziewczyna po prostu wpatrywała się uważnie w jej twarz, starając się coś tam w niej dostrzec. Wolnym krokiem Tilda zaczęła zbliżać się do Aliny, jakby podkradała się do nieznanego, dzikiego zwierza. Co mogło się zmienić w Alinie w ciągu tych kilku ostatnich chwil? Ona, jakby co, nie czuła w sobie żadnej zmiany, która mogłaby wzbudzić zainteresowanie kompanki.

– Twoje oczy, – uważnie spojrzała na Alinę z lekko uchylonymi ustami, – poczerniały. Były zielone, a teraz są czarne. – Tilda próbowała dotknąć jej twarzy, ale Alina cofnęła się, – to niesamowite!

Nie dowierzając własnym uszom Alina dosłownie poleciała do łazienki ale tam natychmiast upewniła się, że tamta miala rację. Tęczówki zrobiły się ciemniejsze niż noc i błyszczały setkami małych światełek, jak jakiś pył krystaliczny. Z niepokojem napatrzywszy się w lustro w końcu przemyła oczy bieżącą wodą, ale nic się nie zmieniło. Wywołało to w niej niepokój i zniewalającą panikę. Czy to nie oznacza, że duszą jej włada ciemność, pozostawiając po sobie widoczne ślady?

– To nie wszystko, – dodała Tilda uchwtciwszy kosmyk jej włosów, – ciemnieją nie tyko oczy, – Tilda cofnęła się o krok z pełnym podziwu wzrokiem, – ty się zmieniasz. Kryształy cię zmieniają, jakby budząc się ze snu. Znaczy, ty rzeczywiście jesteś tą Mroczną Flirey!

– To dobrze, czy źle? – Histeria szybko zawładnęła Aliną, – wcześniej, przecież niczego podobnego u siebie nie diagnozowałam. Nawet wtedy, gdy władałam siłą zdolną zniszczyć stół w parku oczy i włosy pozostały u mnie takie same. Cholera! Co się więc ze mną dzieje?

– Mogę tylko przypuszczać, – Tilda rozłożyła ręce – wiesz, no, dowolnemu mechanizmowi potrzebny jest impuls do rozpoczęcia procesu. Być może w przypadku parku nie przebudził się jeszcze pełen twój potencjał. Pytanie brzmi, czy warto z tego powodu się martwić?

Wampirzyca spojrzała na nią wzrokiem, jakby odgadła najtrudniejszą zagadkę w swym długim życiu. Alina miała jednak wrażenie, że tamta wie coś więcej i nie spieszy się, do podzielenia się z nią swą wiedzą. Jak perfidna lisica trzyma ten swój ważny atut w kieszeni i tym samym Alina ponownie czuje, jak staje się pionkiem w czyjeś brudnej grze. Taki  wariant zdecydowanie jej już nie pasuje. Dość! Jakby w środku pstryknął przełącznik, i jej  myśli, ruch, wzrok, sens życia – wszystko się w jednej sekundzie zmieniło. Może kryształy dobrawszy się do jej rozedrganego od przeżyć mózgu odcięły wszystkie niepotrzebne emocje? Jeśli tak, to ona może im tylko podziękować. Teraz jest w stanie patrzeć na sprawy inaczej, ułożyć doskonały plan zbawienia i nie zawracać sobie głowy wątpliwościami.

Alina przybliżyła się do Tildy na tyle, by tamta mogła wyraźnie zobaczyć jej i sczytać z nich nie mniejsze zagrożenie. Póki co Alinie jeszcze nie znany jest sposób kontroli wrodzonej siły, ale nie przeszkadzało to jej już teraz czuć przelotny strach wampirzycy i w pełni wykorzystywać to na swą korzyść.

– Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz? – I Alina groźnie zmarszczyła brwi, dając do zrozumienia, że nie będzie akceptować milczącej odpowiedzi, – przecież widzisz, że nie jestem najlepszym pomocnikiem w ratowaniu Noela, a mimo to wciąż tu trwasz przy mnie. Jaki masz interes w uczeniu mnie?

Predatorka efektownie podeszła do Aliny na odległość kilku centymetrów i ledwie postrzegalnie uśmiechnęła się. Ta poczuła dochodzący z jej ciała chłód, ale nie czuła strachu. Teraz stało się jasne, że ich spotkanie nie było przypadkowe i że Tylda przy całym swym pragnieniu nie ośmieli się tknąć Aliny.

– Chcę ocalić mój gatunek, – Tilda przechyliła głowę na bok, – i wierzę, że możemy być dla siebie wzajemnie bardzo pomocne. Uwolnimy niewinne istoty, ocalimy życie i twoje, i Noela. Czyż nie jest to idealny rozwój wydarzeń? – Wampirzyca obeszła ją dookoła i skoczyła na drugie łóżko, patrząc w zamyśleniu na biały sufit, – wiesz, słuch o tobie rozprzestrzeniał się bardzo szybko i początkowo dziwiłam się dlaczego Azriel wczorajszego wieczora zostawił cię wśród żywych. Myślałam, że wynik waszej rozmowy będzie zgoła inny, a tymczasem on po prostu ulotnił się, wiedząc, że możesz być zagrożeniem dla jego wielkości. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego to zrobił, – Tilda spojrzała na Alinę, – on zobaczył, jak zmieniły się twe oczy. Jak się w nich odzwierciedlała nieśmiertelna ciemność i, wydaje się, że teraz w ogóle już nie wierzy, że będzie mógł zabić cię swymi siłami kiedykolwiek.

Radosny i jednocześnie złośliwy uśmiech rozpłnął się po jej bladej twarzy, ale i tak Alina rozumie, że tamta nie żartowała. Szczerze mówiąc i ją bardzo zadziwił postępek Azriela i, prawdopodobnie, powinna być wdzięczna losowi za azrielowe wątpliwości. Ale wyobrazić sobie siebie, jako obrończynię narodu wampirów – i tylko dlatego, że z nieznanych powodów zachowano ją przy życiu – to głupie. Wierzyć, że z powodu nędznych plotek potężny Anioł Śmierci boi się jej czarnych oczu – wydawało się czymś jeszcze bardziej absurdalnym. Albo Tilda jest zbyt marzycielska, albo zbyt naiwna.

– Śmieszne są te twe myśli, – ironicznym tonem dodała, zwracając się do Aliny, – a teraz wyobraź sobie przez chwilę, że masz rację we wszystkim, z wyjątkiem jednego drobnego szczegółu: Azriel niczego i nigdy się nie boi. On nawet miewa wątpliwości, to prawda: niezwykle rzadko, ale miewa, a w twym przypadku chce po prostu wykonać pojedyncze, za to pewne uderzenie. Tak więc, chcesz czy nie – jesteśmy sobie wzajemnie potrzebne, – westchnęła, – a jeszcze bardziej potrzebny jest nam Noel.

Alina siadła na krześle i w zamyśleniu patrzyła na zbutwiałą drewnianą podłogę. W sercu rozpanoszyło się poczucie zatracenia i nieuchronności, jakby cała wiara w przyszłość nagle odparowała. Azriel nie zabił jej dziś, bo nie znosi porażek. On musi być pewnym na milion procent zgładzenia Aliny i tego, że ona umrze raz na zawsze, a tymczasem jej  oczy zbiły go z pantałyku. Tylko jakieś przeczucie podpowiada jej, że Anioł znalazł skuteczną metodę pozbycia się zagrożenia. Kara prawna – dwa słowa, które przekuwają nadzieję na zbawienie.

Nie znała wszystkich praw krainy zmroków, ale teraz zupełnie nie miała ochoty ich poznawania, nawet rozumiejąc, że niewiedza może ją zabić jeszcze szybciej. Tilda znów ma rację – muszą odnaleźć Noela, on będzie w stanie rozszyfrować plany Azriela i powiedzieć wszystko, co wie o martwych kryształach. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że przeżył nierówną walkę i wkrótce znów będą mogły ujrzeć jego hipnotyczne brązowe oczy. Złapała się na myśli, że tęskni za najbardziej uciążliwym stworzeniem krainy mroków i jak można było najszybciej odgoniła tę refleksję precz, kierując wzrok na wampirzycę. Jak słusznie podejrzewała, ta przez cały czas uważnie podsłuchiwała jej myśli i krzyżując z nią spojrzenia nieśmiało odsunęła je na bok. Alina była gotowa na długie wędrówki w poszukiwaniu zbawienia, na wyczerpujący trening swoich własnych możliwości, ale nie na skanującego jej umysł drapieżnika. Parszywa to świadomość, że teraz nawet twoje myśli nie są bezpieczne. Cholernie parszywa.

*

Za oknem już świtało, gdy ponownie otworzyła oczy. Zwinąwszy się pod kocem w kłębek próbowała jak można było najdłużej podtrzymywać świadomość, ale co rusz ta umykała w sen. Tilda migotała po pokoju, to spoglądając w okno, to ćwicząc swe masterskie triki obronne i nawet nie myślała o spaniu. Promienie słoneczne powoli przenikały w głąb pokoju i z każdą minutą coraz bardziej dotykały bladej skóry wampirzycy. Ku zdziwieniu Aliny jednak żadnej interakcji nie wywoływały, a przecież była święcie przekonana, że skóra  wampirów nie toleruje słońca. Być może za bardzo polegała dotąd na tuzinkowych mniemaniach o naturze tych stworzeń, które, tak naprawdę okazuje się ani nie śpią w trumnach, ani nie boją się słońca, ani nie piją ludzkiej krwi. Z ostatnią pozycją na tej liście chyba jednak zdecydowanie poszła za daleko, jakoż niewielki przejrzysty słoiczek z czerwoną cieczą wisiał sobie na talii Tildy, lekko przypominając naczynie z winem. Alina słodko się przeciągnęła i próbowała sobie wyobrazić, co przyniesie nadchodzący dzień?  W pierwszej kolejności trzeba powrócić w ów zaułek nieopodal kawiarni i sprawdzić, czy nie leży tam poobijane ciało Noela.

Sama myśl o tym przyprawiała Alinę o ból serca. On stanął w jej obronie a ona nawet nie miała czasu powiedzieć „dziękuję”, dodatkowo oskarżając go o oszustwo. Co, jeśli już nigdy nie będzie mogła mu podziękować? Jak żyć pamiętając o wypowiedzianych słowach? Smutny tok myśli przerwał nagły dźwięk komórki dochodzący z torby Aliny. Szybkim ruchem doskoczyła do walizeczki. „Cholera! Zapomniałam wyłączyć telefon komórkowy, a teraz, oczywiście, Arleta z niepokojem wybiera mój numer już po raz drugi” – zganiła się w myślach słysząc wznowiony dzwonek.

– Już dawno powinnaś była pożegnać się z rodziną – groźnie spostrzegła Tilda obserwując ją uważnie, – wyłączy telefon i zapomnij o nich. Sa tylko dodatkowym dla ciebie obciążeniem.

W tej chwili chciałaby złamać tamtej kark z głośnym trzaskiem. Nowa rodzina Aliny nie była dla niej ciężarem, to raczej ona stała się dla nich jawnym zagrożeniem, ale w niektórych aspektach nadal przecież jest wobec nich i oni wobec niej w porządku. Ale okay. Musi zapomnieć o nich i pozwolić im uznać się za zaginioną. Wyłączy więc telefon i zostawi swe dawne życie. Dla rodziny byłoby zbyt niebezpieczne być blisko niej, przynajmniej na razie, kiedy Aliny przyszłość owiana jest ponurą mgłą, a za plecami rozgrywa się przebiegły plan jej uśmiercenia. Kiedy wszystkie problemy zostaną rozwiązane, na pewno wróci do rozstrzygnięcia tej ważnej kwestii.

Nie ociągając się niezwłocznie wyłączyła aparat emocjonalnych tortur i z powrotem schowała go do torby, dławiąc się gorącymi łzami. To przecież tak, jakby w tym momencie przecięła cienką nić, która łączyła ją z siostrą, z Andrzejową Makowską. Inne imiona odezwały się w sercu wielką raną, a wydostając się na zewnątrz wzbudziły niepotrzebne wspomnienia. Jego błękitne oczy, gorący oddech blisko jej ust, chłodna ręka na jej talii. Nigdy nie będzie jej dane doznać tego ponownie i ma chociaż nadzieję, że Izabela długo będzie chronić swe szczęście obok tego nachalnego, ale jakże atrakcyjnego faceta.

– Musimy się stąd wynosić, – wampirzyca schowała do kabury swą broń i skierowała się do drzwi, – jest bardziej bezpieczne miejsce do nauki i gdzie nie będzie trzeba  zamartwiać się o najemników. Samochodu, też trzeba się pozbyć.

Była trochę zaskoczona jej nagłym planem, nie zawierającym wzmianki o poszukiwaniu żniwiarza, który uratował jej życie. Jeśli jest im tak potrzebny dlaczego marnować cenny czas? Teraz ona – Alina, bardzo żałowała, że nie posiada daru czytania w myślach, takiego, jak Tilda. Chciałby przynajmniej na chwilę zajrzeć do jej głowy by podejrzeć póki co tylko przez tamtą znany plan.

– To nie jedziemy szukać Noela? – Wzięła do ręki torbę i powoli podeszła do niej, – Myślę, że on też ma prawo do tego, aby być bezpiecznym.

Wampirzyca nie zdążyła odpowiedzieć, świadomie uniósłszy brwi i patrzyła przez ramię Aliny gdzieś w dal. W jej oczach nie było zaskoczenia, czy strachu, a ledwie dostrzegalna kpina. Gdy Alina odwróciła się do tyłu jej reakcja była totalnym przeciwieństwem wampirzycy: oczy zaokrągliły się, serce w przyspieszonym tempie zadudniło, a szczęka ze zdziwienia prawie opadła do kolan. Przed nimi, ledwo dysząc, Noel i Thourio siedzieli na klepisku i taplali krwią beżowe ściany wampirowego przytułku Żniwiarze pojawili się tak szybko, że nawet nie wyłapała na tę okoliczność najmniejszego hałasu.

Lica facetów szpeciły świeże rany, brunetowi wciąż krwawiła warga a blondyn krwawiący nos zakrywał porysowaną ręką. Od poplamionych ubrań dochodził śmierdzący smród, przypominający o tych, z którymi walczył. Wyeksploatowani, zmęczeni patrzyli na nas wciąż jeszcze hardym spojrzeniem, jak rycerze po wygraniu morderczej walki. Ponownie Alina znienawidziła siebie za to, że niewinnym stworzeniom sprawiła tak wiele bólu.

– On sam cię znalazł, – skonstatowała Tilda, odpowiadając tym samym na jej ostatnią kwestię i popychając swym łokciem w kierunku ratowników, – i myślę, że teraz jest czas, aby mu to powiedzieć.

Zrozumiała jej sugestię, ale słowa dziękczynne ugrzęzły kołkiem w gardle. Rzucając torbę na podłogę podbiegła do nich i przytuliła tak mocno, jak tylko mogła. Ten gest był czymś znacznie większym, niż wszystkie słowa. Czuli jak drży jej ciało, jak łzy spływają po policzkach, jak bije jej serce, a milczenie mówi samo za siebie. Thourio życzliwie poklepał ją po plecach, gdy tymczasem Noel objął ją w pasie wolną ręką. Jej nagle objawiona odwaga zatrzeszczała w szwach i to dziewczę, które chciało jawić się silną, nie zdołało już dłużej udawać. Czuła jak Noel przycisnął do niej swą poranioną twarz, jak dyszy na jej szyi, jak dotyka jej ręki i był to najbardziej udany początek dnia, jaki mogła wymarzyć.

Alina nie rozumiała uczuć, których doświadcza teraz, dla niej one wznosiły się gdzieś ponad ich głowami, w milczeniu, ale tak namacalnie… Coś głębokiego, czystego, wspaniałego, wstrzymywało jej oddech przyspieszając bicie serca. Co? – Nie wie. Być może nie jest to nawet konieczne do zrozumienia, po to, by nie zepsuć tej delikatnej magii. Odstąpiwszy, wycofawszy się od jej bohaterów na dwa kroki siadła i otarła łzy. Co ma im powiedzieć? Jak rozpocząć ma rozmowę, która jaka by nie była i tak nie będzie w stanie wyrazić całego jej bólu? Chciałaby przeprosić ich setki milionów razy, ale czy to zmieniłoby postać rzeczy?

– Musimy iść i wiecie dokąd, – z umiarem zawyrokowała Tilda, zachowując chłodny rozsądek, – w przeciwnym razie szybko nas znajdą. Jesteście w stanie zrobić jeden nieduży transfer?

Thourio z akceptacją kiwnął głową i z wysiłkiem wstał na nogi, podając rękę Noelowi. Od razu ją zatrzęsło od wspomnień swego pierwszego „przeskoku” i o powtórce niespecjalnie marzyła. Wampirzyca podeszła do blondyna, którego Alina pamiętała jako zdesperowanego wesołka. Dziś to nie był ten sam uśmiech i, w części, ma tego świadomość, to była jej wina. Delikatnie objął Tildę i, chwyciwszy torbę Aliny, zniknęli w nieznanym kierunku.

– Za drugim razem będzie łatwiej – Noel podszedł do niej i chwycił ją w pasie. Najwidoczniej wszystkie doświadczenia zostały zapisane na jej twarzy, – po prostu nie myśl o tym, dobrze?

– Postaram się, – głos Aliny zadźwięczał zbyt niebezpiecznie jak ledwie dla tych dwóch słów.

Żniwiarz nagle przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej i kilka niezrozumiałych emocji przetoczyły się przez jej umysł.

– Cieszę się, że jeszcze żyjesz, – wyszeptał prawie bezgłośnie miłym tonem wyzwalającym w niej dreszcze, – kontynuuj tak, proszę.

Na jego zakrwawionej wardze pojawił się lekki uśmiech i miękkie spojrzenie ponownie wabi ją w jego kajdany. Nie, Alina nie poznaje siebie. Wraz z pojawieniem się Noela jej zachowanie stało się zbyt nieprzewidywalne: raz go nienawidzi, chcąc jak najszybciej pokazać drzwi swego pokoju i życia w ogóle, raz czuje w sobie coś dziwnego, nie do zdefiniowania.

Jesteś gotowa? – W jego głosie usłyszała nutki podniecenia, ale wyraz twarzy zachował w absolutnym spokoju.

Po potaknięciu cichym gestem, zrobiła skok i wylądowała łagodnie na miękkiej zielonej trawie.

Pomimo niedawnych słów za drugim razem nie było wcale łatwiej. Zawroty głowy były coraz silniejsze i znów ogarnęła ją panika. Jedno ledwie wspomnienie minionego doświadczenia naganiało horror, nie chciała ponownie popaść w niepohamowane omdlenie. Złapał ja za ramiona i kojącym głosem próbował przywrócić jej spokój, ale szło mu to z trudem.

– Alinko, nie wstrzymuj oddechu, – powtarzał bez przerwy, – oddychaj głęboko!

To nie przynosiło rezultatu, i wtedy Noel, bez wahania, nieśmiało i delikatnie dotknął ją swymi wargami. Po skórze Aliny przebiegł chłodny dreszcz i oddech od razu powrócił. Z każdą sekundą pocałunek stawał się bardziej natarczywy i nachalny. Jego smukłe palce powoli zaczęły gładzić jej szyję, prześliznęły się po obojczyku i zatrzymały na talii, mocno przyciskając ją do siebie.

Zawroty głowy minęły, ale nie chciała uwalniać tych ramion. Jak żarłoczna wilczyca pragnęła wpijać się w jego usta swymi ustami znowu i znowu. Czuła jego napięte mięśnie, niesamowitą energię i dosłownie przestała się kontrolować. Słabo doświadczając rzeczywistości cieszyła się chwilą, zagłębiając się w morzu niesamowitych emocji. Mogłoby to zakończyć się czymś błogim, gdyby nie las wokół i dwie patrzące na nich z boku twarze. Thourio demonstracyjnie chrząknąwszy sarkastycznie uniósł brwi i oparł się o kamienną ścianę domu, który stał pośród gęstego lasu.

Odsunęli się od siebie jednocześnie, nieśmiało krzyżując spojrzenia a jej policzki natychmiast pokryły się szkarłatnym rumieńcem. Noel dotknął dolnej wargi Aliny, jak ona jego kiedyś i, mrugnąwszy okiem, ruszył do domu. Jeszcze co najmniej przez minutę jej nogi odmawiały posłuszeństwa, pozostawiając ją w w tym samym miejscu. Biorąc głęboki oddech świeżego powietrza spojrzała na słońce, które złocistymi promieniami  perforowało grube gałęzie drzew, i starała się znaleźć wyjaśnienie tego, co tutaj się zadziało.

Przez chwilę zdawało się jej, że czekała na taki pocałunek całe cztery lata, ale w rzeczywistości tak nie było. Ich zwyczajowe relacje nigdy nie przekraczały pewnej, i to całkiem grubej, linii dopuszczalności. Ona porównywała Noela do starszego brata, kontrolującego każde jej działanie. I w ciągu jednego momentu ów wyimaginowany brat przemienia się w anioła-stróża bez skrzydeł, którego niespodziewany pocałunek sprawia, że ona topi się jak lód w upalny dzień. Czy to normalne?

– Czy mogę ci coś powiedzieć? – Tilda wepchnął Thourio z powrotem do domu (próbował za nią wyjść na zewnątrz) i podeszła do Aliny, – są pewne rzeczy, dla których nie trzeba szukać wyjaśnień. Bywają ulotne spotkania, a bywają i wyreżyserowane przez los, – przyjaznym gestem położyła rękę na ramieniu Aliny, – ten chłopczyna doświadczał dotąd za twoją sprawą tylko wyimaginowanej miłości, ale gdy o twe życie zaczął dobrowolnie walczyć – to oznacza, ze to już jest prawdziwa miłość, która wątpliwe czy zostawi twe serce obojętnym, bo czyny to coś znacznie wiecej niż słowa.

Wampirzyca mrugnęła do niej i gestem zawezwała do domu. Co chciała przekazać jej tą swą filozofią? Że postępek Noela wzbudził prawdziwe uczucia Aliny, które taiły się w niej już od dawna? Dopuszcza myśl, ze podświadomie traktowała go trochę lepiej niż deklarowała na głos. Ale żeby to miała być miłość? Jest to mało prawdopodobne. Konsekwentny, uparty, lubujący się spierać żniwiarz, zawsze doskonały i idealny zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. A teraz, jeszcze i cudownie całujący. Nie może takiego kochać, bo w odniesieniu do żniwiarza to brzmi nonsensownie. A poza wszystkim dlatego, że jest dla niej zbyt dobry.

 

Alina – lista rozdziałów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *