Alina

Rozdział 17

Isiil chodził miarowym krokiem obok stołu, przy którym siedzieli wszyscy przedstawiciele maleńkiego szalonego świata Aliny. W pomieszczeniu panował półmrok. Kuchnię rozjaśniały ledwie słabe światełka pochodzące od zapalonych świec12096250_976394705760223_3560962118222726865_n wokół domu, a salon – bursztynowe promienie z kominka, którego żarzące się drewna wypełniały trzaskiem zalegającą w domu ciszę. W rogu pokoju monotonnie tykał wahadłowy zegar, a palce Andrzeja wystukiwały po skorupie kubka drażniące rytmy. Cisza była niezręczna, napięta i głęboka, jakby czekano co najmniej na wybuch bomby atomowej. Tak naprawdę i bez słów było rzeczą oczywistą, że w głowie szefa wampirów dojrzewa mini-apokalipsa, która zetrze w pył wszystkie argumenty Aliny. Wysługując się absolutnym kłamstwem musiałaby ich przekonać do swych racji, ale dotychczasowy rozwój sytuacji wskazywał na co innego.

– Nie, nie i jeszcze raz nie. Mój plan był opracowywany i analizowany przez lata, a za sprawą twego pośpiechu jedynie podstawimy szyje pod obce ostrza, – drapieżnik zatrzymał się i spojrzał na uczestników surowym spojrzeniem, – myślisz, że wyrażenie „Jestem pewna, że” wystarczy dla osiągnięcia bezwarunkowego zwycięstwa? Nie wystarczy! – Zawołał i usiadł na krześle krzyżując ręce na piersiach.

Stało się jasnym, że ostatnia szansa na uratowanie życia dwóch żniwiarzy kryje się w najbardziej absurdalnym działaniu: na pominięciu prawdy.

– Chcesz wyruszyć za dwa dni tylko z jednego prostego powodu, – ripostowała Alina, – bo uważasz, ze jeszcze potrzebuję trochę czasu na lepsze poznanie reguł rządzących w świecie Mroków i w jego szarych zakątkach. – Oparła się łokciami o stół i uważnie popatrzyła na czerwonookiego drapieżnika. – Otóż, jeśli tak uważasz, to nie masz racji! Nie muszę dobrze poznać świata Mroku, aby dostać się do wroga, wystarczy, że zrobię jeden skok i znajdę się w odpowiednim miejscu. Dlatego  powtarzam, jeśli mamy wygrać, musimy wyruszyć dziś rano, w przeciwnym razie znajdziemy się w pułapce.

– Wydaje mi się, Flirey, wiesz coś, czego my nie wiemy. Czy zechcesz się tym podzielić? – Isiil zmrużył oczy, starając się wytropić niezbędne myśli w jej głowie, ale, sądząc po nerwowym triku na jego czole, starania były daremne.

– Nie udaje się? – Zapytała Alina, chytrze uśmiechając się i unosząc brwi.

– A ty, o czym znowu? – Wampir postarał się przyjąć obojętny i spokojny wyraz twarzy, ale od temperatury emocji przebiegających między nimi bez trudu dałoby się zapalić zapałkę.

– O skanowaniu mojego mózgu, przecież… Naprawdę, nie udaje się? Oj! Co za wstyd…

– Więc, o jakiej pułapce mowa? – Noel przeniósł się bliżej i położył rękę na jej ramieniu. W jego oczach malował się niepokój i podejrzenia, – Chciałbym zrozumieć, co skłania cię do takiej pewności?

– Azriel wie, że zaatakujemy za dwa dni. – Powiedziała głośno i do wszystkich, – Dał mi to do zrozumienia, gdy spotkałam go w lesie kilka godzin temu, – wszyscy zebrani zamarli ze zdumienia, jakby ujrzeli ją po raz pierwszy. Wydaje się, że nawet nie oddychali, – teraz, naszą główną bronią będzie zaskoczenie i nagłość, w przeciwnym razie pójdziemy prosto w łapy zgniłych demonów… Jak widzisz, Isiilu, moja niniejsza propozycja jest bardziej roztropna, z pewnością bardziej, niż twój wieloletni plan.

– I mówisz nam to teraz? – Noel wypuścił jej rękę, powodując ostry ból w klatce piersiowej, – odnoszę wrażenie, że w ogóle nie zamierzałaś z nikim się tą wiedzą podzielić, nawet ze mną. Co ty sobie myślisz? Czy takie rzeczy wolno przemilczać?

Próbowała przyjąć pewny i spokojny wyraz twarzy, choć we wnętrzu jej wrzało. Starała się nie patrzeć w ciemnomiodowe oczy wypełnione goryczą, ale się nie udawało.

– Czy to naprawdę było konieczne? Nic mi nie groziło, Noelu, ponieważ, pomimo waszych słów o jego bezstrachliwości – Anioł się mnie boi. Chciał zastraszyć, groził, powiedział, że bunt zostanie bezpardonowo stłumiony i prosił, aby się wycofać, póki nie jest za późno. Ja po prostu opieram się na własnych domysłach, co za różnica, na czym inni się opierają?

– Duża różnica, Alino, bardzo duża i bardzo zauważalna, do cholery! – Żniwiarz ostro odsunął krzesło i odszedł od stołu, kierując się do drzwi, zatrzymując się krok od niej, – Nie obchodzi mnie, że skrywałaś to przed wszystkimi, ważne, że przede mną. O jakim zaufaniu, w tym przypadku, może być mowa?

Facet zniknął za drzwiami zostawiając Alinę z jej cicho płaczącym sercem. Zagryzła dolną wargę, by poczuć się silniejszą i sprawniejszą, ale coś szybko złamało ją od wewnątrz. Z głośnym dzwoniącym trzaskiem. Złamało i zadrapało fragmenty skóry pozostawiając niewidoczne blizny. Gdyby wiedział, ten Noel, gdyby tylko wiedział, jak wiele kosztowało ją takie milczenie. Gdyby tylko mógł się domyślić, jaką cenę płaci za jego życie. Ale cóz…Winić go nie ma sensu, nawet pomimo faktu, że bólu, od teraz, Alina doznaje o wiele więcej.

– W osądach Aliny jest wyraźny zamysł, – wsparła ją Tilda, odchylając się do tyłu na krześle, splatając dłonie za głową. Jej czerwona koszula atrakcyjnie przywierała do biustu zwracając na siebie uwagę dobrze ponad połowy mężczyzn siedzących przy stole, – Azriel nie jest głupi i znakomicie zapoznał się z zasadami gry. Co mu przeszkadzało podesłać tu swych czarnookich sługusów i wykraść nasze plany? Nie zapominajmy, że Vardana do tej pory stoi po jego stronie i nie wolno zapominać nam o jej zdolnościach reinkarnacji. Zgadzam się z Aliną, potrzebny jest efekt zaskoczenia.

W tym momencie Alina była gotowa zerwać się z miejsca i uciec, jak najdalej i jak najszybciej. Na jej głowę zwaliła się istna gonitwa myśli: „Tilda, co ty robisz? Gdybyś tylko wiedziała, że pomagasz organizować własną śmierć i śmierć wszystkich swoich krewnych, których tak pragniesz ocalić. Panie! dlaczego wszystko musi być takie trudne? Dlaczego moje życie, zawsze i wszędzie napotyka na same trudności?”

– Jeśli weźmiemy pod uwagę świadomość Azriela, to, zgoda! Wariant Flirey pasuje nam bardziej. Ale muszę skonsultować się z własnym ludem, przeanalizować nowe fakty i doprowadzić do jednomyślnej decyzji, – wampir wstał od stołu i skinął pytająco głową na matkę, aby poszła za nim. Friza również posłusznie przytaknęła i obrzuciwszy wszystkich zmęczonym spojrzeniem wolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

W pomieszczeniu znów zapanowała cisza. Alina czuła na sobie ciekawskie spojrzenia, ale ona sama – jedynie tęsknym wzrokiem wodziła za tańczącymi płomieniami świecy stojącej na drugim oknie. Jej myśli dzwoniły pustką i, szczerze mówiąc, nie miała ochoty, by czymkolwiek je zapełnić. Z każdą nową minutą przybliżała się do najstraszniejszej rzeczy w całym jej życiu. Z każdą nową sekundą przybliżała się do rozstrzygnięcia nieuniknionego, nieprzynoszącego szczęście. Tak! Kocha Noela, to jasne. Tak, jest gotowa dla niego… Jest gotowa na spotkanie z tą nieuchronnością, do jasnej cholery!

Gdy Thourio lekko zakaszlał, wyrywając z rozmyślań Alinę – ta pytająco spojrzała w jego dobre, brązowe oczy. Tymczasem okazuje się, że spoglądały na nią trzy pary oczu – nawet oczy Andrzeja nie były tu wyjątkiem. I te spojrzenia wyrażały jedno: „Dlaczego ciągle tu jesteś?”

– Musisz z nim porozmawiać, bo nie wiadomo, czym skończy się następny poranek, – wybuchnął Makowski i spuścił głowę, biorąc pod swą uwagę kreślenie palcem prostego wzorku na drewnianym stole. – Alino, on naprawdę cię kocha… i, w przeciwieństwie do innych, rozumie. Ten facet, jak żaden inny, naprawdę zasługuje na twe wyjaśnienia.

– Powinnam przeprosić nie tylko jego, – wstała od stołu i stanęła za plecami mężczyzny, którego także zdążyła obrazić nie jeden raz, – to prawda, wiele przed Noelem zataiłam, ale tobie nie powiedziałam niczego… Wybacz! Reszta wyjaśnień niewiele co zmieni, uwierz mi.

I leciutko poklepała Makowskiego po ramieniu, i skierowała się w głąb domu, aby zamknąć się za jedynymi drzwiami, które oddzielały mały pokój od salonu. Tak jak Noel i ona potrzebowała chwili samotności. Iść teraz za nim byłoby bezmyślnością, miałby prawo się zezłościć i z pewnością uczyniłby to. Zresztą, nie miałaby mu nic do powiedzenia, a kłamać po raz kolejny – to już zdecydowanie ponad jej siły. Ma dość tych wszystkich kłamstw. Nadszedł czas, aby położyć im kres i żyć dwojgiem myśli: jedna, że Noel będzie żył i druga – że zostanie morderczynią.

W małym pokoju było ciemno, ale przytulnie. Lekko pachniało wilgocią i mchem. Z nawpółotwartego okna dochodziły zapachy kory i gnijących liści, ścielących się pod stopami. Księżycowe światło ledwie sączyło się do środka i na jedną ze ścian rzucało jasny cień potężnego drzewa. Położyła się na skrzypiącej, starej kanapie, z założonymi rękami za głową i marzyła, żeby czas przyspieszył bieg. Gotować się w swym smutku, nienawiści, gniewie, rozpaczy jest absolutnie czymś nie do zniesienia. Coś takiego zatruwa od środka. Sprawia, że czuje się swą małość. Jednak, czy ona Alina powinna się przyzwyczaić do tych uczuć? Często zalewała ją fala rozpaczy, bardzo często – nicości. I skrajnie często – tęsknoty. Los i oklaski zawsze kończyły się dla niej fatalnymi rezultatami. Jak gra w karty, w której stawką jest jej życie. Zamykając oczy, wyrównywała oddech i słuchała bicia swego serca. Łapiąc w końcu i wsłuchując się w jego spokojny, równomierny rytm, pozwoliła sobie zapadać w sen i zapomnieć, choćby na jedną godzinę, o niekończących się troskach. Dała upust świadomości, co pozwoliło jej zanurzyć się w królestwo Morfeusza i zatracić się w krystalicznej ciemności kontemplując jasne błyski światła. Mimo wszystko udało jej się znaleźć zapomniany spokój, nawet na krótkie sześćdziesiąt minut. Szkoda tylko, że obok niej nie ma tego, z kim bardzo by chciałaby podzielić się tym miłym stanem odprężenia.

***

Bliski, niepokojący wzrok Noela to pierwsze, co ujrzała zaraz po przebudzeniu. Żniwiarz siedział na brzegu kanapy, z założoną nogą na nodze i dosłownie spalał ją swymi miedzianymi oczyma. Powód był jasny, jak poranna rosa na zielonej trawie, ale czyżby Alina wciąż zasługiwała na taką wyrozumiałość? To właśnie można było wyczytać z jego twarzy. Najzwyklejszą wyrozumiałość i tu, akurat, trudno byłoby się pomylić. Serce podskoczyło a po klatce piersiowej rozpłynął się gorący, dojmujący ból. To już koniec? Wydaje się, że za podobnym spojrzeniem nie chowa się żadna przyszłość. Próbowała wstać, ale ręka Noela ostro zablokowała jej drogę, odchylając z powrotem do pozycji leżącej. Przez ciało przebiegło milion igiełek, kłując skórę i, przez chwilę, wywołując autentyczny strach. Ta lodowata obojętność i oschłość ruchu wprawiła ją w niepokój. Nigdy dotąd nie bała się Noela. Nigdy nie zamierała ze strachu. Aż do teraz.

Za oknem wciąż jeszcze królowała noc i tylko purpurowe chmury na niebie przepowiadały zbliżanie się świtu. Cicho szczebiotały leśne ptaki, których śpiew echem rozchodził się z chłodnym wiatrem, a cienie na ścianach rozpuszczał srebrzysty blask księżyca. Tak i została, na wpół leżąca, niemal nieruchomo pod jego wyciągniętą ręką, której nie zamierzał cofnąć. Włosy Noela były niedbale rozczochrane i pachniały tylko wilgocią. Widocznie długo przebywał na dworze i odzież na wskroś przesiąkła leśnymi aromatami zmieszanymi z zapachem dymu z rozpalonego przez wampirów ogniska.

– Noelu, nie wiem od czego zacząć tę rozmowę, bo przerażasz mnie…

Spojrzał na nią mrużąc oczy i jakby cicho zachichotał, usuwając rękę. Po pokoju rozszedł się głośny stukot w drzwi, to Tilda przerwała ich krótkie, ale bolesne i pełne napięcia milczenie.

– Spieszę was poinformować, że decyzja została podjęta. Ruszamy za kilka godzin i jest już pora, aby omówić wszystkie szczegóły planu. Czekamy na was przy stole, – krótko i jasno poinformowała i szybko zeszła im z oczu.

– Cóż, im szybciej to się skończy, tym lepiej! – Żniwiarz uśmiechnął się i skierował na Alinę swój wzrok, – mam nadzieję, że więcej nie rozczarujesz nas i będziesz działać zgodnie z planem. Na przyszłośc – bez ściemniania, Alino, w grę wchodzi życie zbyt wielu istnień.

Przełknęła gulę, która utknęła w przełyku, walcząc z pragnieniem rozkaszlania się od nieoczekiwanie przesuszonego gardła. W jego głosie było tyle jadu i złości, że chciałoby się jej zawyć i zaurzyć nos w poduszce. Tak dużo, że chciałoby się zapomnieć o wszystkich uzgodnienich i puścić się w tango. Bo nie jest w stanie już dłużej znosić tego ciężaru w ich rozmowach. Bez względu, jak zakończy się dzisiejszy ranek.

– Nie spodziewałem się z twej strony takiej reakcji. Wszystkiego, Noelu, ale nie takiej…

Słowa przestały mieć jakiekolwiek dalej znaczenie, przeto jej osobisty mister-doskonałość wstał i szybkim krokiem skierował się do salonu. Nie trzeba dodawać, że łzy przestały być częścią Aliny: opuszczały jej oczy zostawiając mokre ślady na policzkach. Nie trzeba dodawać, że wciąż ma wolę uratowanć mu życie, nawet tonąc w nienawiści wszystkich innych. Z trudem dotknęła nogami podłogi chwiejąc się od śmiertelnego rozdarcia i słabości. Nie fizycznej a psychicznej. Ten ból jest znacznie silniejszy, znacznie bardziej selektywny i znacznie bardziej niebezpieczny niż jakikolwiek inny. Ten ból wie, gdzie uderzyć w pierwszej kolejności i w jakim kierunku wypuścić swe wszechobecne korzenie. Nie tak łatwo go wyeksploatować ani nie tak łatwo się go pozbyć. Ten ból można tylko wypalić innymi zmysłami lub, w rzadkich przypadkach, zagłuszyć. Alina chce wierzyć, że miłość Noela wciąż jeszcze jest w stanie przemóc się i zapłonąć dawnym płomieniem, wypalając jej ból.

Wyszła do salonu próbując przemknąć jak tylko najmniej zauważalnie do łazienki. Chłodna woda była ostrą koniecznością, a nie próbą ukrycia w tym momencie twarzy przed wzrokiem ciekawskich. Trzeba było jak najszybciej pozbyć się płonących policzków, które zdradzały jej podniecenie i opanować drżenie rąk, które drżały jak liście w takt jesiennego wiatru. Wszyscy byli wygodnie usadowieni przy stole i tylko Tilda widząc ją podbiegła do niej wręczając Alinie komplet odzieży, skladajacy się z nowego t-shirtu i czarnych obcisłych spodni. Predatorka wyczekująco uniosła brwi i uśmiechnęła się lekko.

– A ja jestem całkiem zadowolona z mych obecnych ubrań, – powiedziała Alina wskazując na swe dżinsy i koszulę.

– Alino, jesteś po kostki ubabrana w zaschłym błocie, a zielona trawa pozostawiła średnio piękny wzór na twych plecach. Jeśli masz zwyciężyć, to tylko nie w tym.

Godzac się z takimi niezaprzeczalnymi faktami, które były ważne nie tylko dla wampirzycy – posłusznie skinęła głową i zamknęła na skobelek obskurne, białe drzwi. Odgłos kapiącej wody roznosił się po małym pomieszczeniu, oświetlonym ledwie kilkoma świeczkami i kwadratowym okienkiem umieszczonym pod samym sufitem. Przeglądać się w lustrze praktycznie nie było jak, to – przeszkadzało jej w ostatniej kolejności. Najważniejsze – poczuć wodę i szybko się przebrać, aby nie zmuszać pozostałych do czekania.

Gdy lodowaty przezroczysty płyn, z trudem opuszczający starą metalową umywalkę, wreszcie schłodził jej twarz, naciągnęła czystą odzież i wyszła do zebranych przy wspólnym stole. Jedyne puste krzesło znajdowało się obok Noela, co nie wydawało się niczym dziwnym. Mało kto domyślał się, co rozegrało się w jego głowie od momentu oskarżenia jej o kłamstwo.

Chociaż, jeśli by tak pomysleć, to była ledwie malutka część jej łgarstwa w porównaniu z całą resztą. Co zatem będzie, gdy w końcu zrozumie, że ona Alina ma zamiar zabić mu  przyjaciółkę i jednocześnie ponad setkę innych niewinnych stworzeń?

– Wszystko już omówiliśmy, Flirey, niech będzie po twojemu, – Isiil odwrócił się do niej pół-bokiem, gestem zapraszając, aby przysiadła się, – wprowadź nas w swe plany, jeśli mogłabyś być tak dobra.

Wzięła głęboki oddech, dla zebrania myśli i bez pospiechu usiadła po prawej stronie Noela.

– Działań będzie niedużo. Skupię się, wyczuję lokalizację Azriela, a następnie wykonam skok prosto do jego legowiska. Przemieszczać was od razu ponad jego ochroną mija się z celem. Po ostatnim skoku w górach wyjaśniło się, że podczas transferu tracicie wiele swej mocy. A zatem – będziecie musieli sami przedrzeć się, wykorzystując efekt zaskoczenia i sami likwidować demony, które staną na waszej drodze, a ja w tym czasie będę walczyła z Aniołem. Dalej – już według waszego planu: Isiil ze żniwiarzami zrobi przeskok do Księgi i dołącza z nimi do mnie, aby zabrać Azrielowi pióro. Trzyma je przy sobie, bo będzie zbyt zajęty walka ze mną, aby śledzić każdy wasz ruch. Ot i wszystko.

Nie muszą wiedzieć o fakcie, że Noel w ogóle nie będzie musiał pojawić się w polu widzenia uroczych domowych wierząt. Podobnie jak i o tym, że ich cały plan pójdzie z dymem, jak tylko przekroczą granice światów.

– Zdajesz sobie sprawę, że zabicie go nie będzie wcale łatwe? – odezwała się Noel i spojrzał na Alinę, – podpis w tym przypadku nie odgrywa szczególnej roli, ponieważ prawdziwe i czyste życie może pokonać śmierć i bez Księgi Skazanych. Myślę, że Azriel dlatego tak się boi, ponieważ przepowiednie są niezmienne, prawda Frizo?

Żniwiarz spojrzał na wampirkę i uśmiechnął się.

– Masz rację, Noelu, – odpowiedziała Friza, – przewidywania się nie zmieniają, i jeśli jest mu sądzone zginąć z rąk Flirey Ciemności – tak się stanie. Księga Skazanych to źródło nieśmiertelnej władzy Azriela, ale nie jego życia. Alicja może zabić Anioła, jeśli spożytkuje wszystkie swe siły. Ale jeśli władca umrze zanim podmieniony zostanie podpis – interweniować będzie Rada Najwyższa. Najpierw przekazanie władzy – potem smierć. Dla Zmierzchu to było wiadome od zawsze, a zatem po co to twoje pytanie o me przepowiednie, Noelu?

– Po to, że waszym celem jest tylko Księga, a naszym głównym zadaniem – śmierć Azriela. Tak długo, jak będzie żył, nie osiągnięcie swego celu, dlatego jeden z wampirów powinien wziąć na siebie pewne obowiązki, – Noel odchylił się do tyłu wyraźnie relaksując, – po jego stronie będą nie tylko demony, ale i psy piekła, i to jest główny problem, że w pojedynkę sobie nie poradzi. Tilda – znów się napiął, opierając się łokciami o stół, – powinnaś przeżyć w każdej sytuacji i przyłączyć się do nas, zabierając ze sobą to.

I Noel wyciągnął z kieszeni spodni trzy nieduże krążki, mieszczące się w dłoni. Sadząc po łagodnym, niebieskawym zabarwieniu przypominały nefrytowe kamienie. W przyćmionym świetle przelewały się odblaskami. Medaliony legły w wyciagnietej dłoni wampirki.

– To pomoże w walce z Psami Piekła, nefryt zabija każdą nieśmiertelną istotę. Dwa psy są zawsze blisko Azriela, nie wolne ich zabić w pierwszej kolejnosci, bo wtedy pozostałe trzy pożrą wszystkich uwięionych w piwnicach wampirów. A wśród nich jest wielu więźniów, którzy mają szczególną wartość dla ciebie, – Noel rozejrzał się wokół stołu, napotykając zainteresowane spojrznia, – co? Przypomniałem sobie o swej tajnej kryjówce w podwórku i składowanej w niej broni. Ta broń powinna znacznie ułatwić nam zadanie. Nawet nie pomyśleliście, że w jego otoczeniu są nie tylko demony, a wszystko dlatego, że cała najcięższą robotę zrzuciliście na plecy mojej Aliny.

Mojej… Mojej… To słowo wcisnęło się w jej myśli i zagospodarowało się w nich rozgrzewając zamarzniętą duszę. Ale inne słowa teraz odgrywają ważniejszą rolę: „Musisz przeżyć za wszelka cenę”. Czy ma się ich słuchać, naruszając umowę? Być może, jeśli Tilda przeżyje to oręże to pomoże Alinie przetasować karty na jej korzyść. Uwolnić się od uciążliwych obowiązków, pozbyć się głównego zagrożenia – Psów Piekła a następnie samego Azriela. Nie może odebrać nefrytu na oczach wroga, będzie obserwowany każdy jej ruch. Oznacza to, że pozostaje jej tylko znaleźć sposób, jak skryć przed wszechobecnym Aniołem jedno bijące serce pośród stu martwych serc. I, jeśli w ogole będzie to jeszcze możliwe, najtrudniejszym ze wszystkiego: przekazać jedynemu ocalałemu swą prośbę o pomoc i przebaczenie.

 

Alina – lista rozdziałów

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *