Alina

Rozdział 18

Słońce powoli dostępowało swych porannych praw przebudzając się i rozświetlając niebo w pomarańczowym kolorze. Potężne korony drzew poruszały się na wietrze, zaśpiewując swe melodie unisono z rzadkim o tej porze ćwierkaniem ptaków i byłby to najpiękniejszy poranek, gdyby nie… zbliżanie się godziny realizacji umowy. Krwawej i Bez nazwy 1niesprawiedliwej umowy, na której uzgodnieniach Alina nie może poprzestać. Dlatego, bo  miłość jest nie tylko wszechmocna, ale gdy trzeba – niebezpieczna. Gdy próbowała odszukać spojrzeniem przedmiot  swego niebezpiecznego afektu – jej serce ścisnęło się z bólu, który i tak od kilku godzin nie odpuszczał. To obrzydliwe, dojmujące uczucie było takie, jakby wnętrzności opuszczały się do płonącego w dole ognia i stopniowo z nim przekształcały się w węgiel. Tylko, że u niej wszystko dzieje się naprawdę, a tymczasem fantomowy ból wraz z wygaśnięciem ognia dopaliłby się razem z nim i ostygł, a u niej płonie i płonie. Trzeba dodawać, że zdaniem Aliny winną tego bólu jest tylko i jedynie ona sama?

– Nie widziałaś Noela? – Nieśmiało zapytała Tildę, próbując po raz kolejny omijać jej oczy. Ta stała do niej plecami, obserwując swych braci. – Nie mogę go znaleźć.

Wampirka spojrzała na nią i wzruszyła ramionami. W jej wzroku łatwo dało się wyczytać niezrozumienie dla okazywanej przez Alinę troski, ponieważ nie miała pojęcia, w jakim kluczu odbyła się ostatnia kochanków rozmowa.

– Prawdopodobnie poszedł sprawdzić, którędy będą się przedostawać do miejsca przeczekania Thourio i Andrzej… Nie przeżywaj, czemu niby miałby mieć zamiar odejść od ciebie? – Mały uśmiech przemknął przez jej bladawą twarz po czym ponownie odwróciła się w kierunku swych pobratyńców. Ci – tłumnie roili się wokół długich kamiennych schodów na tyłach domu. Stara budowla miała kilka metrów długości i prowadziła do ścieżkę w kierunku niewielkiego pagórka całego pokrytego gęstymi krzakami.

Wyjaśnienie było całkiem sensowne, ponieważ Thourio odmówił wzięcia udziału w tej bitwie, usprawiedliwiając się swoją pacyfistyczną samoświadomością. Przekonał przy okazji Andrzeja, by został razem z nim, z dala od tego szaleństwa. Obojgu wszystko jedno – kto tu z kim, przeciwko komu i dlaczego… Możliwe, że nie mając pełnej świadomości, po wszystkim jako jedni z nielicznych (jedyni?) będą w stanie odnosić się do Aliny z mniejszą nienawiścią.

Ze znużeniem przetarła oczy i potrząsła lekko zdrętwiałymi dłońmi. Brak snu i niepokój wpłynął na samopoczucie, przypominając, że ciało nadal należy do człowieka, w przeciwieństwie do duszy. Mięśnie pojękiwały, głowa pękała od nieustannego szumu rezonującego w skroniach, a nogi uginały się ze zmęczenia. Nie najlepszy stan dla dokonania masowego mordu, ale przywykła już do tego, że los nigdy nie miał dla niej żadnej litości.

– Tilda, możesz mi wyjaśnić, co tu się dzieje? Isiil, z jakiegoś powodu, próbuje udawać, że mnie nie ma i nie odpowiada na moje pytania, – zmarszczyła brwi i chwyciła wampirkę za ramię odwracając do siebie. Oglądać hordę wampirów i nie mieć pojęcia, co zamierzają czynić nie jest czymś miłym. – Nie myśl tylko, ze jego bojkot mnie jakoś przeraża, ale wolałbym wiedzieć, w czym rzecz?

– Jest zły, bo nie może dostać się do twego umysłu, jak wcześniej – spokojnym głosem powiedziała i uśmiechnęła się ponownie, prawie mrużąc oczy. – Tak, przyzwyczailiśmy się kontrolować wszystko i mieć świadomość czyiś myśli, a twoja moc go rozdrażniła. Ot, i milczy. To nie znaczy, że obmyśla coś złowrogiego… Isiil, on nie z takich. W rzeczywistości, jest zawsze szczery wobec swego ludu i po prostu nie chce rozlewu krwi… Byłby godnym władcą Zmierzchu. Bezstronnym.

Słowa wyrywające się z jej ust bolały, jak cięcie noża po udręczonym sercu. I dopiero teraz po raz pierwszy pomyślała o tym, że Azriel mógł nie kłamać na temat intencji swego kolejnego wroga. Dlaczego wcześniej nie brała tego faktu pod uwagę? Dlaczego uznała go za namiestnika Zła na równi z Aniołem Śmierci? Wydaje się, że sprzeciwianie się jego woli niepotrzebnie odbijało się we wszystkich jej myślach i teraz ma zamiar skrzywdzić istotę, o której nie wie absolutnie nic. Kiepsko, proszę pani, bardzo kiepsko!

– A co do stada – tu wszystko jest proste. Wampiry – nie żniwiarze, nikt nie obdarował nas skokami. Przemieszczamy się do Zmierzchu dzięki runam. – Tilda wyciągnęła do niej swój prawy nadgarstek pokazując tatuaż w formie kwadratu z wyrafinowanym wzorem nasyconym czarną barwą. Podobne rysunki są wygrawerowane na każdej kamiennej stacji i wszystkie drapieżniki zebrały się przy jednej z nich. – Opieramy znak o wybraną runę i znajdujemy się w danym okręgu Zmierzchu, to proste. Powrót do tego świata jest jeszcze prostszy: tatuaż długo przechowuje energię, wystarczy go dotknąć palcem, aby być z powrotem na przełęczy.

Alina uważnie obserwowała czekających na sygnał wampirów utrzymując miarowy oddech. Serce przewalało się gdzieś w głębinach duszy, współmigocząc z cierpieniem. Miała nadzieję, że jeszcze zdąży zobaczyć Noela do czasu, nim wykona ostatni krok. Bardzo chciała ujrzeć jego twarz bez kropli gniewu lub nienawiści. Chciała się przekonać, że wybaczył i nie żywi wobec niej zła. Chciała po raz ostatni nacieszyć się miodowymi oczyma i była wdzięczna wszechświatowi za to, że w którymś tam wieku sdzone im było zostać kochankami. Żniwiarz wyszedł zza rogu domu i spojrzał na nią uważnie lodowatym, beznamiętnym wzrokiem. Spojrzenie to ciągnęło w otchłań. Jednym szarpnięciem zwaliło ją z nóg, zmuszając do utraty równowagi. Tak się zdarza. Ot – stoisz sobie na płaskiej, bezpiecznej ziemi, a w chwilę potem zdajesz sobie sprawę, że ogarnia cię obrzydliwe uczucie swobodnego spadania. Bezbronne płuca skręcają się w ciasny węzeł i odmawiają przestrzegania zasad prawidłowego oddechu, a puls zaczyna odgrywać tylko sobie znany rytm. Tak powolny, że ledwie zliczasz uderzenia i marzysz, aby serce zatrzymało się. Zatrzymało – ponieważ lepiej umrzeć, niż doświadczać czegoś podobnego, sekunda za sekundą.

– Czy jesteś gotowa, kochanie? Pora abyśmy już wyruszali, – gdzieś na obrzeżach świadomości dał się jej słyszeć kobiecy głos. Odwróciła się w stronę dźwięku. Friza wyciągnęła rękę i delikatnie uścisnęła jej łokieć, wpatrując się w twarz ciepłym spojrzeniem. Włosy Wyroczni zebrane były w ciasny ogonek, lśniąc w słońcu pasemkami siwizny i tak mocno pachniały ziołami, że niemal od zapachu doznawało się zawrotów głowy. Najwyraźniej od napływu emocji zmysł węchu Aliny zaostrzył się jeszcze bardziej, pozwalając, aby zapamiętywała nawet najmniej znaczące wokół drobiazgi. – Wszystko się u ciebie ułoży, nie martw się teraz o to. Pomyśl tylko o tym, co jest w tej chwili najważniejsze i pamiętaj: bądź wierna swym zasadom, mimo przeszkód. Ale, co najważniejsze, spełnij, proszę, moją jedyną prośbę: nie rób z Isiila posłańca śmierci – bo to go zgubi. Mój syn nie będzie w stanie dać Zmierzchowi tego, co będziesz mogła dać ty, Alino. Jestem tego pewna.

– Co… Co ty mówisz? – w głosie Aliny zabrzmiała panika a myśli plątały się analizując usłyszaną frazę. – Ja nie zajmę miejsca Azriela, jest to niemożliwe. Ja… ja nie mam takiego zamiaru, nie, zdecydowanie – nie! Nie waż się powiedzieć komukolwiek, że widziałaś mnie w swych przepowiedniach. Nawet nie chcę więcej o tym słyszeć.

Wampirzyca uśmiechnęła się, szczerząc kły i przekrzywiła głowę.

– Do poznania prawdy niepotrzebne mi twe myśli, wystarczy, że słyszę twoje serce. Dar doznawania wizji nie ma tu nic do rzeczy, wielkość czystej duszy sprawia, ze można ujrzeć prawdę bez zaglądania w głowę. Ale, powtórzę, aby chronić siebie, trzeba pozostać wierną swej intuicji, swemu rozumowi i duszy. Rób tak, jak ci podpowiadają. Nie wątp ni minuty.

Alina skinęła głową w odpowiedzi starając się wyrównać swój niespokojny oddech. Prośba Wyroczni wydawała się, i to szczególnie teraz, niestosowną, bolesną choć i wybrzmiała jak sygnalizacyjna flara popierająca zamiary Aliny. Aż nie chce się jej wierzyć. Wyrocznia nie może przecież wiedzieć o śmierci swego syna, by tak spokojnie o tym mówić? Nie może znać planów Aliny, by tak spokojnie je przemilczać… To dom wariatów, jak ccałkiem słusznie wyraził się ongiś Andrzej. Dom, który przyprawia o szaleństwo, a ona Alina naprawdę chce, żeby wszystko się skończyło najszybciej, jak to możliwe.

– Zaczynamy! – Krzyknął Noel i podszedł do Aliny pewnym krokiem zatrzymując się tak blisko, że mogłaby bez trudu dotknąć jego ostrych kości policzkowych. Jego wzrok zatrzymał się na jej ustach, a następnie powrócił do poszarpanej linii szyi i barku i na powrót do ust. – Rób swoje i spotkaj się z Azrielem w jego rezydencji, zgodnie z ustaleniami. Mam wielką nadzieję, że i ja ciebie tam ujrzę. Żywą.

Błysk pragnienia natychmiast eksplodował w jej głowie jak fajerwerki. Ujęła go dłońmi za policzki i przyciągnęła do siebie łącząc się z ukochanym w głębokim pocałunku. Jakże brakowało jej tego jego smaku na ustach, jakże jej brakowało poczucia intymności i pożądania. Jakże pragnęła, aby odpowiedział jej tym samym. I żniwiarz odpowiedział. Długie palce owinęły się wokół jej talii, ciut pogłaskując i dociskając do swego twardego torsu.

Wreszcie! Po raz kolejny poczuła setki igiełek przyprawiających o mrowienie skóry. Najmilszych, najbardziej oczekiwanych igiełek. Trwało tojednak niedługo. Niechętnie odstępując od siebie skrzyżowali spojrzenia. W oczach Noela nie ujrzała odurzającego zamglenia, a raczej zaskoczenie i dezorientację. Sam pocałunek też był jakiś nieoczekiwanie dziwny. Tak jakby Noel nie całował Aliny, a obcą kobietę, zmuszony do przejawienia zbędnych uczuć. Nowy skok w przepaść… Nowe uderzenie…

– Co się dzieje, Noelu? – Wyrzuciła z siebie drżącym głosem. – Naprawdę, zasłużyłam sobie na takie spojrzenie? Tak, nie dotrzymałam obietnicy, wiem, nie powiedziałam, co winnam była powiedzieć, ale, na miłość boską, przestań patrzeć tak, jakby… A w ogóle ty swej obietnicy także nie dotrzymujesz.

– Jakiej, do czorta, obietnicy? – Zmrużył oczy i ledwo pokręcił głową z niezrozumieniem. – Alino, skup się i, proszę, wyrzucić z głowy tę durnotę.

Jego ręce odemknęły się, a ramki jej zrozumienia – zamknęły, pozostawiając Alinę w zupełnej dezorientacji. Odżegnała się od myśli, że przed nią, naprawdę, jest ta sama istota, która zawsze nazywała siebie bezduszną i pozbawioną serca. Odepchnęła strach, że widzi innego Noela, a nie tego, który pałał do niej miłością od lat. Co zrobiła źle? Gdzie zgubiła ważną nić i jak wrócić, jeśli nie jest jeszcze za późno? Jak wrócić skoro  krok do przodu jest teraz niezbędny, jak tlen? Nie może zrezygnować, bo by to kosztowało życie Noela. Wieć nieważne jakim spojrzeniem teraz na nią patrzy. Ale… dlaczego tak bardzo chciałoby się zawrócić?

Isiil skinął na żniwiarza godząc się z podjętymi działaniami i jednym ruchem ręki dał swym ludziom sygnał do rozpoczęcia. Wampiry powoli zaczęły zbierać w zwartą gromade, przygotowując do skoku i pocierając nadgarstki, a gardło Aliny zasadziło się od napływających łez. Nadszedł czas, aby… Azriel czeka ich, czuła to. Trzeba tylko zrobić jeden skok, tracąc minimum sił, by w konsekwencji pozostałe stracić na złowieszcze działania. Nadszedł czas kończyć. I poddała się własnej woli.

***

Pierwsze uderzenie jej ociężałego serca, które z trudem przetaczało krystaliczną krew, zmusiłoją zamknąć oczy i znów skierować się do swej kotwicy. Drzewo z potężną zieloną koroną wyciągnęło do niej swe ramiona, otaczając gałęziami. Drugie uderzenie ociężałego serca spowodowało, że gałęzie kotwicy zaczęły dotykać do każdego wampira zaciągając w swój niewidzialny trap. Jedynym, który pozostał bez kajdan – był Noel. Alina nie będzie ciągać go ze sobą. Jeśli będzie to konieczne, znajdzie ją przecież sam, ale wciąż ma nadzieję, że tak się jednak nie stanie. Tak będzie łatwiej. Tak będzie prawidłowo…. Trzecie uderzenie ociężałego serca, i wstrzymała oddech, zaciskając pięści aż do bólu, powodując ledwie delikatne szarpnięcie. Czwarte uderzenie tego, czego już nie nazwie sercem i… wylądowali na ciepłym popiele pod stopami.

Otworzyła oczy, wzdrygnęła się – jej intuicja, jej przeczucie przywiodło ich prosto w ręce Anioła Śmierci, który stał w pobliżu, otoczony tłumem czerwonookich demonów. Wśród całej jego świty prześlizgiwały się wampiry ale także stwory bez cielesnej powłoki, przypominające duchy, a obok jego nóg, zgodnie z oczekiwaniem, czuwały w zastygnięciu dwa ogary Piekła. Świat Zmierzchu pachniał popiołem i dymem, który krążył w powietrzu, zamykając przestrzeń od góry szarą mgłą. Wysuszone drzewa straszyły spaloną korą, a nad głowami wirowały ciemne chmury. Nie było tu żadnego życia, tutaj była tylko śmierć. A ona stała teraz tuż przed oczami Króla Śmierci.

Wampiry przeniesione do świata Zmierzchu, wiły się po kolejnej porcji nudności i bólów głowy. Bała się zwrócić do dwojga z nich, które stały jak posągi w oczekiwaniu na atak. I z przerażeniem patrzyły nie na Azriela, a na ich nowe zagrożenie – Alinę.

– Wyjaśnisz, czy wolisz od razu zdechnąć, Flirey? – Krzyknął ze złością Isiil chowając za swymi plecami Frizę. – Co ty do cholery zrobiłaś?!

Kątem oka widziała, jak obnaża swój srebrny miecz i robi kilka kroków w kierunku uczynienia z niego użytku. Nie wypowiadajac słowa wyciągnęła rękę i z popiołów podniosło się kilka korzeni martwych drzew, które szczelnie otoczyły armię wampirów ze wszystkich stron. Dał się słyszeć stłumony pomruk przeplatany przerażonymi okrzykami tłumu, nijak nie spodziewającego się takiego obrotu spraw. Macka pułapki mocno uchwyciła ciało Isiila dochodząc do smego gardła i uniosła go w powietrze, ale nie zabijając ofiary. Nie na to teraz czas. Teraz, jeszcze nie na to. Odwróciła się w lewo, spotykając się ze spojrzeniem czerwonych oczu Tildyly, które już za sekundę zaczną ronić łzy i zdała sobie sprawę, że na swej tawrzry nie odmalowują się żadne emocje. Na zewnątrz, jak i wewnątrz. Tylko pustka… Skazana, nieunikniona pustka… Jakby wszystko wypaliło się, zbutwiało, pogodziło z przyszłością.

– Co za zachwycające widowisko. Warte wyczekiwań, słowo honoru! – Azriel klasnął w dłonie i roześmiał się głośno. Mogła jedynie patrzeć na niego kątem oka wciąż podtrzymując uchwyty pułapki. Wszystkie przmieszczone przez nią drapieżniki wracając do zmysłów powoli próbowały wstawać na nogi, ale nie poruszały się, bo opór sideł był ponad ich siły. Tilda i Friza obnażajac swe kły z rozpaczą obserwowały tysięczny tłum swych braci. – Flirey, chodź, chodź tu do mnie i niech każdy zobaczy po czyjej stoisz stronie. Przy okazji, gdzie jest twój ukochany, dla którego się zaprzedałaś? Czyżby nie chciał widzieć przejawu twojej miłości? Takie przedstawienie byłoby wspaniałym zwieńczeniem mojej przyjemności.

Nic nie odpowiedziała. Spojrzała tępym wzrokiem na rebeliantów i powoli podeszła do anioła, stając z nim ramię  ramię. Opuszczając rękę podtrzymywała więzy pułapki siłą wyobraźni, a jej serce, tak jej się wydawało, już nie biło. Albo, stało się tak lekkim, że powiewało w piersi z nadzieją opuszczenia na zawsze swej pani. Po co ma należeć do kogoś, kto ślepo wykonuje krwawą umowę, w imię miłości? Miłości, która, nawiasem mowiac, może już nie istnieje?

– Opuść go… – głośno powiedziała Tilda i uroniła pierwszą łzę, – Proszę, Alino… nie rób tego. Proszę! Nie znam twych powodów, ale nie są na pewno warte naszej śmierci.

– To wasza smierć nie warta jest niczego, a miłość… Miłość jest godna zapłaty za swe istnienie, – odezwał się czarnoskrzydły anioł obejmując Alinę w pasie. Pod jego dotykiem w jej krwi rozpętał się huragan roznosząc w strzępy jej samokontrolę. Nagle ostro  oderwała od siebie obrzydliwą rekę i chwyciła przeciwnika za gardło, zaciskając potężnym chwytem. Psy warknły, ale nie ruszyły z miejsca, prawdopodobnie wiedząc, że jej działania to jedynie chwilowy upust nagromadzonej złości.

– Nigdy. Nie waż się. Dotykać mnie. Zrozumiałeś? – Wartykułowała ciężko dysząc. – Jeszcze raz mnie dotkniesz a nasza umowa obróci się w popiół, w ten sam, jak i twe skrzydła. Pluć można na twe bajki o miłości, o której nie masz najmniejszego pojęcia!

Azriel odepchnął jej rękę i wykręcił aż do dojmującego bólu. Gdy z cichym sykiem zmuszona była przylgnąć do jego piersi poczuła na swej szyi jego gorący oddech.

– Wystarczy, że ludzie mają aż nadto o niej pojęcia. Ponieważ to dzięki niej, jesteś teraz obok mnie, stoisz i słuchasz, – trzymał nos na jej szyi a ona mogłaby przysiądz, że na jego pieprzonej twarzy odbijało się w w tym momencie w jadowitym uśmiechu samo zło. – Przy okazji, mamy goścai. Zgodnie z oczekiwaniem.

Anioł pociągnął ją za włosy, zmuszając do podniesienia oczu, w efekcie czego z jej gardła wyrwał się bezgłośny szloch. Noel stał obok Tildy, bezradnie rozglądając się w przypływie niezrozumienia. Teraz znów poczuła swe serce, ponieważ dwa psy natychmiast rzuciły się do niego z paskudnym rykiem, aby powalić go na ziemię. Od gwałtownego spadku Noel zdrowo przyłożył tyłkiem o ziemię i teraz krzywił się i siedział z wyprostowanymi do przodu rękoma. W spojrzeniu żniwiarza odmalowywał się niepokój, lęk i wiele innych emocji, które momentalnie rezonowały w jej duszy.

– Weź te psy, one nie mają prawa robić mu krzywdy, – szepnęła ze złością, odwracając twarz do anioła. – No, zabieraj się, do kogo mówię, bo inaczej…

– Bo inaczej, co? – Szyję znów opalał jego stęchły oddech. – Nie należy przeceniać siebie Flirey. Poza tym, ja akurat mam odwagę spełniać umowę, tak więc psy go nie dotkną, ale będą przypominać, że wszystkie zagrożenia są aktualne. Spełnij zatem obiecaną kaźń, albo zaraz wyślą Noela tam, gdzie powinno być jego miejsce.

Uchwyt poluzował się i lekko pchnięta odleciała kilka metrów tracąc równowagę. Spadłszy na kolana usłyszała miarowe kroki i donośny, rozkazujący głos drania, który wyobraża sobie, że jest wszechmocnym władcą:

– Nadszedł czas, aby ukarać tych, którzy sprzeciwili się uczciwym i prawym rządom. Nadszedł czas, aby pokazać wszystkim rebeliantom, kto tu jest prawdziwym Panem Zmierzchu. I, co najważniejsze, nadszedł czas, aby pokazać wszystkim mym poddanym, co stanie się z każdym z nich, jeśli będą śmieli sprzeciwić się swemu panu. Kara jest  nieodwołalna, zdrajców – nie można tolerować. Przystępuj do dzieła, Flirey!

– Alino, nie! – Krzyk Noela doszedł jej uszu, stłumiony warczeniem pilnujących go psów. – Nie rób niczego dla mnie, proszę… nie dla mnie! Przecież oni sa niewinni, nie powinni tak umierać!

Wzdrygnęła się i podniosła na nogi, spotykając jego spojrzenie. Wszystko, co w nim ujrzała – to rozpacz i smutek. Jej usta zadrżały, oddech stał się cięższy od chmur nad głową, a łzy były tak blisko, że kłuły gardło.

– Tylko dla Ciebie, Noelu… Tylko dla ciebie, – wyszeptała cicho i znów zamknęła oczy. – Nic na to nie mogę poradzić. I sama nie przeżyję…

Za pomocą wyobraźni wyrwała z ziemi setki korzeni oleistych, które szybko zaczęły podchodzić w pułapki każdego wampira. Przeraźliwe krzyki rozbrzmiewały przez mgłę, wyzwalając w niej oszałamiające obrzydzenie do samej siebie. Wyobraziła sobie, jak gałęzie podrygują, zaciskają się na szyjach drapieżników, powodując jeszcze silniejsze ich krzyki. Pozostalo jej tylko uczynić  jeszcze jeden gest reką, aby zacisnąć te śmiertelne węzły łamiąc kruche kości, zabierając ostatni dech ciał tracących życie. Gdy pozostał jej ostaeczny krok do wypełnienie krwawej umowy ostrożnie otworzyła oczy, obserwując przerażający widok. Wszystko było dokładnie tak, jak działo się w jej wyobraźni. Setki kokonów utworzonych ze skręconych grubych czarnych korzeni, w których bezradnie trzepotały się ofiary próbujące uciec z pułapki. Słyszała ich bicia serc, słyszała krew płynącą wciąż w ich żyłach i czuła ciemność… w swej duszy. I gdyby nie błagalne spojrzenie Noela, którym ogarniał drapieżniki pozbawionych woli, dokonałaby końcowego dziela. Gdyby nie uśmieszek na twarzy, który zaledwie kilka godzin wcześniej zdał się takim obcym, to by z łatwością przekroczyła linię. Jednak coś nieustannie podpowiadalo jej, że nie taki powinien być wzrok żniwiarza, błagającego o litość nad czerwonookim narodem. Nie ta powinien patrzeć na kaźń, od której ją odwodzi. W jego oczach, z pewnością, nie powinno być tyle pragnienia, tyle złego uśmieszku i tyle zimnej zaciekłości. Szalona myśl, która przemknęła przez nią i przełączyła jej swiadomość na inną falę była podobna do klawisza komputerowej myszy. Klik… i światło zastępuje ciemność. Klik… i istota otoczona psami piekieł nie powoduje więcej bolesnego ciepła w klatce piersiowej. Klik… i nowy plan rodzi się sam z siebie, oświetlając duszę nadzieją i nową porcją emocji, od których zaczyna drżeć ciało. Bo jeśli liny podejrzenia są prawdziwe – sytuacja jest znacznie gorsza, niż by chcieła. Jeśli Alina rozumuje prawidłowo, to nadeszła pora, aby dowiedzieć się, na ile przepowiednie Frizy były prawdziwe. Ma posłuchać się intuicji? Ok. Posłucha. Najważniejsze, aby nadal chciała wierzyć tylko w to jedno: że się myli i że zyciu Noela nic nie zagraża.

– Kończ Flirey! Jesteśmy zmęczeni – patrząc przez ramię, zobaczyła zadowoloną twarz Azriela, który rozpostarł ręce na boki, ukazując swą siłę i poczucie sprawiedliwości. – Zrób tak, żby ich karki pękały głośno, rezonując echem po kraninie Zmierzchu. Mam jeszcze wiele innych spraw.

Uśmiechnęła się i znów zamknęła oczy. Mówią wyobraźnia – najpotężniejsza broń. Cóć… Dobrze mówią. Uruchomiwszy tę potężną maszynę wyobraziła sobie, jak gruba, przezroczysta kopuła, nakrywa wszystkie kokony, co do jednego, zabezpieczając bicia serc ich więźniow przed odsłuchem Aniołem Śmierci, i wyciągnęła obie ręce, radykalnie zaciskając palce w pięści.

Rozległo się głośne chrupnięcie i wampiry powywracały się na szary popiół powodując wznoszenie się spod nich groźnego kurzu. Dzieło dokonane. Egzekucja dopełniona. Umowa wykonana. Odwróciwszy się do Azriela twarzą natknęła się na rozemocjonowaną twarz pełną emocji i usatysfakcjonowane spojrzenie. Wsłuchiwał się w ich serca, ale nie mógł wyłapać żadnego dźwięku. Kopuła pracowała, wypełniając pierwszą część planu, i Alina niezauważalnie westchnęła, starając się nie zwracać uwagi na swą wewnętrzną radość. Rozpływając się w szerokim uśmiechu, który był obrzydliwie nieatrakcyjny, Anioł pokiwał z uznaniem głową i gestem przywołał do siebie Psy Piekła. Te – w kilku skokach zjawiły się obok niego usłużnie podstawiając mordy do głaskania. Wsciekłe potwory, który również doczekają się swego czasu. Niewątpliwie.

– Zdejmij blokadę, – Rzekła groźnym tonem do Azriela. – Nie jest już niezbędna.

– A przecierpisz? Tyle sił utraciłaś na swą zdradę, że nawet mi ciebie żal – i gdy z ostentacyjnym współczuciem przesunął dłonią po jej policzku natychmiast ogłuszył ją znajomym bólem. Ciało zadrżało, w mękach upadło na ziemię, a do oczu samoistnie napłynęły łzy. – Teraz jesteś zbyt słaba, dowolnie mała siła zabiera ci móstwo energii. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi taszczyć cię na rękach, ale blokadę już usunąłem. Ciesz się.

Alina najierw z trudem usiadła trzymając się za głowę a zaraz potem Noel podszedł do niej od tyłu i poklepał po ramieniu. Zbyt po przyjacielsku. Zbyt… obco. Podniósłszy oczy ujrzała jego złośliwy uśmieszek, którym obdarowała ją już któryś raz z rzędu po ich ostatniej kłótni. Niegodziwy i taki niefamilarny to uśmieszek.

Serce wykonało olbrzymie salto, zapowiadając rozerwanie się w milion cząsteczek, ponieważ szalona myśl Aliny znalazła całkiem realne potwierdzenie. To nie jest Noel! To nie może być Noel. Jak mogła wcześniej nie dostrzec różnicy? Dlaczego zdecydowała, że głęboki uraz zdolny jest przezywciężyć prawdziwe uczucie? Była ślepa, ale teraz bardzo szczęśliwa, że uwierzyła przestrodze Frizy i nie dokonała najbardziej strasznego postępku w swym życiu. Zostawiła przy życiu tych, którzy zasługują na życie.

– Dobra robota, twe aktorskie zdolności są godne podziwu, Vardano, – powiedział Anioł Śmierci i machnął ręką, nakazując powrót do jej własnej cielesności. – Robota wykonana, a teraz, bądź tak dobra, wybaw mnie od widoku tej niesympatycznej, zdradzieckiej twarzyczki.

Alina wielkimi oczyma patrzyła na żniwiarza, którego ciało zaczęło nabywać rozmyte kontury: włosy zrobiły się dłuższe, zmieniając w jaśniejszy odcień; męskie palce stawały się cienkie i kruche, a sylwetka stopniowo szczuplała, a wraz z sylwetką zmieniła się też odzież na obcisłe dżinsy i t-shirt. Osoba, która pojawiła się przed Aliną była piękną, elegancką i niebezpieczną dziewczyną. Tęczówki w jej oczach migotały nasyconą czarną barwą, ale ta czerń nie zalewała ich całkowicie, jak u niższej rangi demonów. Śnieżnobiałe zęby na tle bladego lica błyszczały perłowym blaskiem, a wystające obojczyki elegancko wieńczyły i tak już nazbyt naturalną sylwetkę. Demony nie mogą być takimi. To niemożliwe. To wbrew zasadom!

– Co zrobiłeś z Noelem, ty draniu? – wychrypiała wstając na nogi i czując w sobie nieznośną słabość. Od rozpierającego od wewnątrz poczucia kłamstwa i niesprawiedliwości jej spojrzenie przepełniała wściekłość. – Azrielu, to ty tak wywiązujesz się ze zobowiazań? Jeśli jemu…

– Spokojnie! Z nim wszystko jest w porządku, – Anioł uniósł ręce w uspokajającym geście i cofnął się o krok. – Musiałem tylko mieć pewność, że nie zawiedziesz i nie zdradzisz naszego wspólngo małego sekretu. Twój ukochany przebywa w ustronnym miejscu i wyczekuje spotkania. Z tobą. Tylko, od teraz, pamiętaj, twoja siła będzie bronić mojej władzy, a jeśli Noel nie zgodzi się dołączyć do naszej wielkiej kompanii, będziecie musieli się rozstać. Psy jego więcej nie dotkną, ale kłopoty na moim terytorium – to byłby nieroztropny przykład.

– Na próżno wyruszył tak daleko w las, tej nocy, – niemal zanuciła Vardanaa, krocząc bosymi stopami w stronę swego pana. – Zły, urażony, jakby nie mógł zrozumieć, że w potyczce z dwudziestoma demonami nie może wygrać. Przyszło mi nieco udekorować jego wspaniałą twarz i sprawić, że cudownie zapachniała krwią, – demonica pochyliła się lekko i zmarszczyła nos, – Uwielbiam zapach jego krwi.

Ostatnia kropla alinowej cierpliwości głośno rozbiła się o skamielony pod nogami popiół. Mimo zmęczenia jednym ruchem ręki ścisnęła niewidzialnym, duszącym gestem gardło Vardany i powaliła dziewczynę na kolana. Wszystkie pozostające siły, które płynęły w żyłach Aliny, były skierowane tylko na nią, tylko na demonicę, która ośmieliła się sprawić Noelowi ból. Po kilku sekundach zużywszy resztki energii uchwyt gwałtownie osłabł. Vardana zakaszlała, zaśmiała się. Jedną rękę oparła o ziemię – drugą rozcierała gardło.

– Maleńka zakochana suczka, – westchnęła, podnosząc swe obłąkane oczy, już całkowicie wypełnione czernią. – Gdyby nie Azriel, zabiłabym.

Alina półprzytomnie spojrzała na Anioła.

– Tak teraz mnie chronisz? Gratuluję poczucia honoru.

Wzruszył ramionami.

– Nie bój się. Zbyt cenny egzemplarz mojej kolekcji nie zrani, zwłaszcza, jeśli można nim kierować. Kto by mógł pomyśleć, że Kupidon sam podniesie do mych rąk upragnioną smycz? – Azriel chrząknął i odwrócił się, rzucając spojrzenie na wciąż wyczekujące na rozkaz  zmierzchowe stworzenia. – Mam nadzieję, że nie trzeba wyjaśniać, że kara ma zastosowanie do każdego, kto ośmiela się powtórzyć ich błąd? Nie obrażaj mnie. Będziesz traktowana sprawiedliwie. Spektakl wyczerpał się, a wy psy piekła – wracajacie do łapania zbiegłych dusz i wysyłania ich do Skazitelnego Miasta. Do roboty!

Okrzyk rozniósł się  w powietrzu, jakby rozcinając je ostrzem i poddani błyskawicznie zniknęli w przestrzeni, pozostawiając po sobie ledwie widoczną mgiełkę.

– Weź ją do żniwiarza i wracajcie zaraz do pałacu, – zlecenie wybrzmiało dla Vardany, która słysząc je pokornie pochyliła głowę. – Nie zatrzymuj się, trzeba zaznajomić naszego stałego gościa  z moimi posiadłościami.

– Ty! – demonica wskazała na Alinę palcem, – idziesz za mną i milczysz. To niedaleko, więc pójdziemy na piechotę.

Azriel zniknął z pola widzenia i Alina zdziwiła się, gdy dziewczyna wzięła głęboki oddech i wyraźnie rozluźniła się, przywracając swemu spojrzeniu poprzedni wygląd.

– Mam nadzieję, że spełniłaś moją ostatnia prośbę, którą tak zdecydowanie wyartykułowałam w domu, na przełęczy? – ledwo słyszalnie powiedziała.

Alina gwałtownie wstrzymała oddech.

– Że co? – Ledwo udało się jej wypowiedzieć, próbując nie popaść w szok. Jedną sprawą jest uświadomić sobie, że od kilku godzin jest się w towarzystwie piekielnej maniaczki, zamiast z kochankiem, ale zupełnie inną – zrozumieć, że wszystkie jej działania miały okreśony sens.

Demonica przewróciła oczami.

– Tilda miała przeżyć, ale nie słyszę jej oddechu. Broń, w którą ją wyposażyłam, miała ocalić ten piękny tyłeczek, nie mniej piękny, jak twego żniwiarza, – pokręciła głową i zamrugała. – Zabiłaś ją?

– Nie… nie zabiłam. Co się tu dzieje, do cholery? Rozumiem, że ty, oczywiście, szukasz  jakiś korzyści, i nie wierze, że starasz się pomóc za darmo. – Alina zrobiła krok na przód a Vardana instynktownie cofnęła się. – Przy okazji, muszę powiedzieć, że Azriel skłamał – aktorka z ciebie licha, chociaż to nawet dobrze. Gdyby nie wyraz twej twarzy, z powodu którego przez moją głowę prześliznął się konieczny, ale i szalony pomysł, zabiłabym ich. Słowo honoru.

– Ja, oczywiście, nie pretenduję do „Oscara”, ale powinnam była zauważyć, że to właśnie na taki pomysł liczyłam. O reszcie mówić tu jest niebezpiecznie. Blokada została usunięta, przekaż Tildzie niezbędne informacje i dreptaj swymi zgrabnymi nóżkami za mną.

Niewielkim skinieniem głowy wskazała drogę wzdłuż kilku rzeźb przedstawiających smutne anioły i od razu ruszyła w wyznaczonym kierunku. Alina potrząsnęła głową wypędzając z siebie oszołomienie i poszła za nią, w  myślach wypowiadając krótką, ale ważną kwestię:

„Póki wciąż żywe są psy piekła, życie Noela nie jest bezpieczne, a moja wola – nie będzie wolna. Działam tak, jak dyktuje serce i pamiętam, że Psy z piwnicy więzienia powinny umrzeć jako pierwsze.”

Kroki stopniowo przyspieszały, a z duszy spadał kamień ważący tony. „Wszyscy przeżyli, Noel jest bezpieczny, choć w niewiedzy, ale lepsze to, niż widzieć jak rozrywany jest na strzepy’. – rozmyślała. Vardana nie wzbudza u niej zaufania i jej zachowanie rodzi wiele pytań. Na przykład: na co liczy i skąd ma nadejść niebezpieczeństwo? Dlaczego dała broń przeciwko Psom Piekła, próbując ratować życie zdrajcy świata Zmierzchu? I skąd ta u niej ślepa wiara i zaufanie do Aliny? Mimo że nawet nie wiedziała, iż usłyszany chrzęst nie pochodził od łamania kruchych kosci wampirów, a od samego drzewa, które miało je łamać, to mimo to otworzyła się do Aliny natychmiast po zniknięciu Azriela. Oznacza to, że liczy na pomoc Aliny w każdym przypadku, nawet po śmierci Tildy?

Tym razem, pytania nie pozostają bez odpowiedzi. Chyba że gra rozgrywa się bez reguł – bo może taki przywilej nie tylko jest godny Anioła Śmierci.

Alina – lista rozdziałów

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *