Rozdział 7

– Masz jeszcze kawałek cytryny? – Zapytał poddenerwowany. – Zjadłbym. Może dzięki witaminie C trochę wzmocniłbym się, uspokoił. – Chodził po pokoju hotelowym kinopoisk.rujedynie w krótkich spodenkach od piżamy, z zakłopotaniem rozglądając się dookoła. – Taka kompromitacja! Ludzie maszerują tu po ulicach i niosą banery solidaryzujące się z polskimi kobietami. Wstyd! Stajemy się zaściankiem Europy…

Leżąc wciąż jeszcze roznegliżowana, obserwowała go ironicznym spojrzeniem.

– Nie przesadzałabym tak. Przecież czytasz wiadomości z kraju, w Iternecie, widzisz, co się dzieje na polskich ulicach… W wielu miastach marsze, kobiety biorą udział w czarnym strajku. Władza jedno, naród – drugie…Nawet ja, na wczorajszy wieczór wróciłam do tej mojej czarnej koszulki na cienkich ramiączkach.

– Co komu przyszło do głowy, żeby znowu gmerać przy ustawie aborcyjnej, – kontynuował wzburzony… – Nie mają innych problemów? Ja, nie jestem wzorowym katolikiem i nie wstydzę się tego, widocznie Pan Bóg nie dał mi łaski wiary… ale nawet ja wiem, że Pan Bóg, tworząc człowieka ofiarował mu wolną wolę. Tak, aby to człowiek samodzielnie podejmował decyzję, czynił dobrze, albo źle… A tu, co? Kler zamiast samych kobiet ma decydować o ich ciałach, życiu i sumieniu? Kto im dał takie uprawnienia?

– Mylisz się, to nie kler decyduje, to politycy. Demokratycznie wybrana władza… – Nieśmiało próbowala wyprowadzić go z błędu. – Ale masz rację: to kobieta powinna mieć decydujące zdanie, a wszyscy inni, co najwyżej wspierać ją w podejmowaniu przemyślanych, roztropnych decyzji…

– Dobrze, że chcociaż w tej materii mamy identyczne zdanie, Joasiu… To masz jeszcze tę cytrynę?

Dziewczyna uśmiechnęła się…

– Spokojnie! Cytryny wcale nie są najbogatszym źródłem witaminy C, o której niedostatek posądzasz swój organizm. Rekordzistami są pod tym względem między innymi dzika róża, papryka i natka pietruszki. Zejdziemy zaraz na śniadanie i zamówimy dla ciebie specjalne danie z tymi wszystkimi wiktuałami. Mam nadzieje, że wtedy, mój ty buntowniku, humor ponownie ci dopisze.

– To czemu sama uznajesz cytryny za swój ulubiony owoc? I nawet… – chrząknął z lekka uśmiecjajac się, – wprowadziłaś je do naszej alkowy, co, nie powiem, było całkiem miłym i nieoczekiwanym urozmaiceniem.

– Możemy dziś wieczór powtórzyć… – Zaśmiała się kokietliwie. – Na inaugurację pobytu we Florencji… Nie wiem, czy ulubiony owoc, ale na pewno doceniam jego walory. Zawarta w cytrynach witamina C to wpływa nie tylko na odporność, ale jest też – obok witamin E i A kluczowa dla zdrowia skóry i co za tym idzie, dla pięknego i młodego (w stosunku do metryki) wyglądu. Buduje ona bowiem rusztowania kolagenowe odpowiadające za strukturę, koloryt i elastyczność skóry.

– O rany, ale ty mądra kobieta jesteś, Joaśka!

Dziewczyna rozbrajająco spojrzła w górny narożnik pokoju.

– Z inną chyba by się pan nie związał, szanowny panie adiunkcie…

*

Gdy późnym popołudniem dotarli do upatrzonego hotelu we Florencji i najęli numer – on znowu zaczął nerwowo chodzić po pokoju.

– Spokojnie! Nie przeżywaj tak, już ci mówiłam: za mną nie nadążysz. Nie ma takiej opcji: mój kaprys – ja płacę. Wzięlismy apartament, bo innego wolnego lokum nie mieli. A do innego hotelu przemieszczać się – nie miałam ochoty. I koniec, kropka.  Nawiasem mówiąc, trochę późno podjąłeś decyzję o zmianie trasy. Ale na kolację w Palazzo Borghese, połączoną z uroczystą galą, spoko! Zdążymy. Mówią, że jest tam uczta dla oczu: wszystko – począwszy od wystroju sali, poprzez odzież kelnerów, potrawy i tańce, wszystko – w stylu i estetyce średniowiecza: mroczne, ale piękne. A potem możemy odreagować w jakimś nocnym klubie. Co ty na to?…

Ponieważ jej partner milczał dziewczyna kontynuowała:

– W ogóle, jestem ci bardzo wdzięczna, zazwyczaj zawsze podróżowałam z grupą, nie zanurzałam się w lokalnych społecznościach, jak sądzę – dużo zabawniejszych i tańszych, ale żeby tak jak dziś… ostać się we dwójkę w zupełnie obcym kraju, w nieznanym mieście, ni be ni me w języku Aborygenów, sory, oczywiście – w języku Dantego i Umbnerto Eco – to się nazywa Przygoda! Bardzo ciekawa przygoda. Nie zrozum mnie źle: ja w ogóle nie zamiererzam więcej niczego zmieniać, ala ta cała nasza podróż, te: osiem dni, siedem nocy są tak krótkie, że nie chciałabym przegapić choćby chwili.

Sięgnęła po kamerę.

– Dobra, nie będziemy odpoczywać. Masz wobec mnie mały dłużek. Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy poprzedniej nocy? Oczywiście, jestem winna, nie zdolalam skutecznie zachęcić cie do zwierzeń, ale cała swą winę, mam nadzieję, w pełni odkupiłam cytrynową… „kuracją”. A teraz ty otrzymałeś szansę dowiedziecieć się wszystkiego o mnie, czego chcesz. Chcesz się teraz o cos zapytać? Pytaj śmiało!

Mężczyzna wciąż milczał.

– Nie jesteś specjalnie rozmowny… a może po prostu: ciekawy. No dobrze, wobec tego, powiedz mi wreszcie, co ciebie tamtej nocy dręczyło? Słucham…

Odwróciła kamerę w jego stronę przygotowywała się do naciśnięcia przycisku „record”. Protestacyjnym gestem ręki próbował ją powstrzymać.

– Nie ma o czym mówić. – Odezwał się w końcu, – To już wczorajsza zupa. Po prostu chwilowo wtedy podupadlem na duchu, ale dziś wszystko jest dla mnie inne. Dziś jestem już w pełni zadowolony.

Powiedział – nakręciła.

– Tak więc, co stwierdziłeś? – Zapytała, ale jakby nie w swoim imieniu, a głosem zza kadru.

– To, że nie tylko Werona jest stolicą miłości, ale i całe Włochy są jednym wielkim krajem miłości. A zatem nie ma co przesiadywać w Weronie a podróżować po włoskim bucie, aż do końca wycieczki.

– Nie, żartujesz teraz sobie ze mnie, – celowo akcentując każde słowo kontynuowała dziewczyna. – Odkryj swój sekret, nieszczęśniku! Dokad mnie jeszcze zabierzesz?

Rozłożył bezradnie ręce. Opuściła kamerę.

– No to ja ci powiem, gdzie powinieneś mnie zabrać, mój Romeo – do Lecce!

– Lecce? – Zainteresował się, – A czemu tam? Co to w ogóle za mieścina, i gdzie leży?

– O, mój drogi… Pała z geografii! Region Apulia… – i uśmiechnęła się jak mała dziewczynka, która na lekcji z geografii właśnie co otrzymała od nauczyciela piątkę. – Włochy, jak słusznie powiadaja, leżą na półwyspie w kształcie buta. A ja… spotkałam kiedyś w Polsce Włochów z samego obcasa. Matko, jak się uśmiałam z nimi i z nich!

– Nie rozumiem, co w tym śmiesznego…

– No tak, prawdziwy facet! – Westchnęła. – Nigdy nie chodził na obcasach, nigdy nie zrozumie…

 

Kochankowie z Werony – lista rozdziałów