„Król i Caryca” w podwarszawskim Ożarowie – recenzja ze spektaklu, który łączy emocje i ponadczasowe dylematy.

W piątkowy wieczór (21 vI 2024) miast śledzić zmagania piłkarzy na Mistrzostwach Europy (których efekt od dawna przewidziałem), miałem przyjemność obejrzeć spektakl „Król i Caryca” wystawiony przez Teatr Klasyki Polskiej w podwarszawskim Ożarowie (scena Ołtarzew).

Przyznam, że gdy dowiedziałem się, że sztuka oparta będzie na korespondencji między dwojgiem historycznych postaci: Katarzyną Wielką a Stanisławem Augustem Poniatowskim, miałem pewne obawy. Bałem się, że będzie to dość sztampowa opowieść o dawnych romansach, pełna tuzinkowej przesadnej dramaturgii. Na szczęście moje obawy okazały się całkowicie nieuzasadnione.

Spektakl wciągnął mnie od pierwszych minut, przenosząc w świat dyplomatycznych rozgrywek i osobistych zmagań bohaterów. Halina Rowicka, brawurowo wcielając się w rolę Katarzyny, ukazała siłę, determinację, ale i kruche wnętrze carycy. Jerzy Zelnik jako Stanisław August Poniatowski doskonale oddał rozterki króla rozdartego między obowiązkiem wobec kraju a echami dawnej namiętności. Gra aktorska bohaterów pełna była niuansów i emocji, co sprawiało, że oboje stawali się dla mnie niezwykle prawdziwi.

„Król i Caryca” to przedstawienie, które mimowolnie połączyło we wspólnym splocie historię, emocje i ponadczasowe dylematy. To spektakl, który interpretuje historyczną relację obojga przywódców sąsiednich narodów, pokazując ją w świetle skomplikowanych zależności politycznych i narodowych dążeń. Dawni kochankowie toczą tu dyplomatyczną wojnę, a ich osobiste uczucia splatają się z wielkimi wydarzeniami, które doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej. Spektakl nie tylko odsłaniał kulisy historycznych wydarzeń, ale także skłaniał do refleksji nad losem wczorajszym, ale i dzisiejszym naszej ojczyzny.

Warto więc było wybrać się do Ołtarzewa, by zobaczyć ten nietuzinkowy spektakl i przeżyć podróż w czasie. Reżyser Jerzy Zelnik stworzył inteligentne i dopracowane przedstawienie, które nie lękało się powagi i złożoności tematu. Wraz z Haliną Rowicką stworzył zgrany na scenie duet, doskonale oddający splątane relacje między postaciami. Ich gra była pełna niuansów i subtelnych napięć. Ogromnym atutem była również scenografia i kostiumy autorstwa Anny Czyż, które z dbałością o detale przenosiły widzów w klimat epoki. Muzyka Mikołaja Hertla stanowiła świetnie dopełnienie przedstawienia (choć chwilami za bardzo zagłuszała wypowiadane przez aktorów kwestie).

Niewątpliwie „Król i Caryca” to jedno z ciekawszych wydarzeń teatralnych rozpoczynającego się sezonu ogórkowego. Inteligentny, dojrzały spektakl, który w ciekawy sposób pokazuje kulisy historycznych wydarzeń. Dziś spektakl zagościł na scenie w podwarszawskim Ożarowie. Od jutra jedzie w dalszy tur po Polsce. Jeśli zawita do Waszej miejscowości, obejrzyjcie go. Polecam.

#Recenzja