Muzyka klasyczna – jak gra w szachy… – czyli o związkach szachów z muzyką i muzykami.

„Muzyka klasyczna jest jak gra w szachy – wymaga strategii, logiki i kreatywności.” Ile razy słyszeliśmy to porównanie, często rzucone mimochodem, jakby było oczywiste niczym słońce na niebie? Okazuje się jednak, że ten frazes, powtarzany jak refren wpadającej w ucho melodii, skrywa w sobie ziarno prawdy głębsze niż mogłoby się wydawać.

Zacznijmy od tego, że zarówno muzyka klasyczna, jak i szachy, wymagają ogromnej precyzji, skupienia i lat praktyki, żeby dojść do perfekcji. Nie da się zostać mistrzem szachowym po kilku partiach, tak samo jak nie zostaniesz wirtuozem fortepianu po tygodniu ćwiczeń. To są dziedziny, które wymagają cierpliwości, systematyczności i naprawdę mocnego zaangażowania.

Ale idźmy dalej. Czy zauważyliście, że struktura utworu muzycznego często przypomina rozgrywkę szachową? Mamy otwarcie, rozwinięcie i finał. W szachach to debiut, gra środkowa i końcówka. W obu przypadkach początek to czas na zaznajomienie się z sytuacją, rozstawienie „figur” (czy to dosłownie na szachownicy, czy metaforycznie w postaci dźwięków i melodii). Potem następuje rozwinięcie akcji – główna część utworu lub partii, gdzie dzieją się najciekawsze rzeczy. No i wreszcie finał: moment kulminacyjny, rozstrzygnięcie.

Zarówno szachy jak i muzyka klasyczna, to dziedziny wymagające od swoich adeptów niezwykłej dyscypliny, poświęcenia i umiejętności. Godziny spędzone nad szachownicą, analiza setek wariantów znajdują swoje odbicie w żmudnych ćwiczeniach gam i etiud, doskonalących technikę gry na instrumencie. W obu przypadkach potrzeba lat, by osiągnąć mistrzostwo, a nawet wtedy zawsze jest miejsce na doskonalenie.

Patrząc jednak głębiej, dostrzeżemy, że podobieństwa między szachami a muzyką klasyczną sięgają dalej niż tylko do wymagań stawianych przez te dziedziny. Obie są bowiem językiem uniwersalnym, zrozumiałym dla ludzi niezależnie od kultury, języka czy pochodzenia. Walc Chopina czy intermezzo Brahmsa poruszy serca słuchaczy na całym świecie, tak samo jak partia szachowa rozegrana między Fischerem a Spasskim zachwyci miłośników królewskiej gry niezależnie od ich narodowości.

Co więcej, zarówno w muzyce klasycznej, jak i w szachach kluczową jest umiejętność myślenia strategicznego i przewidywania. Szachista, planując swoje posunięcia, musi brać pod uwagę nie tylko aktualną sytuację na planszy, ale również możliwe reakcje przeciwnika. Podobnie kompozytor, tworząc swoje dzieło, musi myśleć o harmonii, rozwoju melodii i instrumentacji, by ostatecznie stworzyć spójną i poruszającą całość.

Nie bez powodu wśród miłośników muzyki klasycznej znajdziemy wielu pasjonatów szachów. Znany z zamiłowania do królewskiej gry był między innymi Sergiusz Rachmaninow, którego szachowe umiejętności robiły wrażenie nawet na profesjonalnych graczach. Podobno kompozytor potrafił grać w „ślepe szachy”, czyli bez patrzenia na szachownicę! Zamiłowanie do szachów podzielał również Dmitri Szostakowicz, którego fascynacja tą grą zaowocowała nawet skomponowaniem „Suity szachowej”(!).

Z drugiej strony wielu wybitnych szachistów było również wielkimi miłośnikami muzyki klasycznej. Mistrz świata Bobby Fischer, legendarny amerykański szachista, był znany ze swojej pasji do muzyki klasycznej, a szczególnie do dzieł Jana Sebastiana Bacha. Fischer twierdził, że słuchanie Bacha pomagało mu w koncentracji i analitycznym myśleniu. Z kolei Garry Kasparow, także jeden z najwybitniejszych szachistów w historii, wielokrotnie podkreślał, jak muzyka pomagała mu w koncentracji i relaksacji. Podczas intensywnych turniejów lub treningów, muzyka klasyczna była dla niego sposobem na wyciszenie się i odzyskiwanie równowagi.

Istnieje także ciekawy fenomen, mianowicie taki, że pewne dzieła muzyczne mogą być kojarzone z szachami. Dla przykładu (jednego z wielu) Trzecia Symfonia Lutosławskiego jest utworem, który swoją złożonością i dramaturgią przypomina rozgrywkę szachową. Kompozytor dba o precyzyjne rozwijanie tematów, jak i w szachach, gdzie każdy ruch musi być dokładnie przemyślany. Podobnie jak planowanie strategii na szachownicy, tu również mamy do czynienia z rozbudowywaniem motywów i ich interakcją.

W kontekście szachów naturalnie nasuwają się także myśli o matematyce, a jak powszechnie wiadomo, muzyka i matematyka są ze sobą nierozerwalnie związane. Symetria, proporcje, rytm, a nawet harmonia – wszystko to można sprowadzić do matematycznych zasad. I właśnie szachy, będące w dużej mierze grą opartą na liczbach i logicznym myśleniu, mają wiele wspólnego z muzyką klasyczną na tym poziomie. W obu przypadkach mamy do czynienia z pewnym rodzajem „symfonii umysłowej”.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że zarówno szachy, jak i muzyka klasyczna są rodzajem sztuki. W szachach piękno objawia się w dążeniu do harmonii między ruchami, w eleganckich i nieprzewidywalnych kombinacjach, które zwieńczone są szach-matem. W muzyce urok tkwi w precyzyjnym skomponowaniu dźwięków, które razem tworzą spójny, piękny przekaz dźwiękowy. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z pewnym rodzajem estetycznego przeżycia, które docenić może tylko ten, kto naprawdę zagłębi się w daną dziedzinę.

Tak więc, chociaż muzyka klasyczna i szachy mogą wydawać się na pierwszy rzut oka odmiennymi dziedzinami, w rzeczywistości jak widać mają wiele wspólnych punktów. Zarówno jedno, jak i drugie wymagają precyzji, koncentracji i zdolności analitycznego myślenia. Wśród muzyków znajdziemy wielu wielkich mistrzów szachów, a wśród szachistów miłośników muzyki klasycznej. Być może właśnie to pogłębiające się zanurzenie w dyscyplinach wymagających takiego samego podejścia sprawia, że muzyka i szachy są tak nierozerwalnie połączone.

A z drugiej strony, i trzeba to sobie powiedzieć uczciwie: mimo tych wszystkich podobieństw, jest jedna rzecz, która zdecydowanie różni szachy od muzyki klasycznej. W szachach zawsze jest zwycięzca i przegrany (no, chyba że mamy remis). W muzyce klasycznej nie ma takiej rywalizacji – w muzyce chodzi o piękno, emocje i artystyczny wyraz.

Podsumuję więc swoje rozmyślania tak: muzyka klasyczna i szachy mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Obie dziedziny wymagają precyzji, skupienia, lat praktyki i głębokiego zrozumienia. Obie mają swoją strukturę, język i matematyczne podstawy. I obie potrafią dostarczyć niezapomnianych wrażeń i emocji.

Zatem następnym razem, gdy usłyszymy symfonię Beethovena lub sonatę Chopina, pomyślmy o tym, że słuchamy czegoś, co pod wieloma względami przypomina fascynującą partię szachów. A gdy będziemy przesuwać figury po szachownicy, wyobraźmy sobie, że komponujemy własny utwór muzyczny. Kto wie, może to spojrzenie pozwoli nam odkryć nowe wymiary w tych obu fascynujących dziedzinach?!

#Muzyka #Szachy