Triumf dźwięku nad ciemnością – pianiści-wirtuozi niewidzialnego świata

Istnieją artyści, którzy na scenie dokonują rzeczy niezwykłych. Niezwykłych nie tylko ze względu na skalę talentu, ale również z powodu przeciwności, którym musieli stawić czoła, by móc dzielić się swoim darem ze światem. Mam na myśli niewidomych pianistów – istnych tytanów ducha, którzy przełamując bariery fizyczności, sięgali po laury na najbardziej prestiżowych konkursach pianistycznych i królowali (nadal królują!) na estradach całego świata.

Już sam fakt opanowania gry na tak wymagającym instrumencie jak fortepian jest dla osoby widzącej nie lada wyzwaniem. Aby zrozumieć, jak wielkim wyzwaniem jest dla osoby niewidzącej, wyobraźmy sobie ten sam proces bez możliwości obserwacji ruchów mistrza, bez szansy na podpatrzenie układu palców na klawiaturze. Tak właśnie wygląda rzeczywistość, z którą mierzą się niewidomi pianiści. Ich droga do mistrzostwa wiedzie przez wytrwałość, determinację i niezachwianą wiarę w potęgę muzyki. Uczą się utworów „na słuch”, chłonąc każdy dźwięk, każdy niuans interpretacji odtwarzany ze streamingu lub z płyt. Ich wrażliwość na dźwięk jest wyostrzona do granic możliwości, a pamięć muzyczna zadziwia precyzją. To właśnie dzięki tym zmysłom, które u nich rozwinęły się do poziomu prawdziwej maestrii, są w stanie tworzyć interpretacje tak przejmujące i poruszające.

Na szczęście świat muzyki klasycznej nigdy nie zamykał swoich podwojów dla talentu bez względu na ograniczenia. Już od początku istnienia konkursów pianistycznych, w tym oczywiście także naszego chopinowskiego, niewidomi pianiści z powodzeniem konkurowali z najlepszymi, nierzadko zdobywając wielkie uznanie jurorów i publiczności. Ich osiągnięcia i występy stawały się wtedy prawdziwymi wydarzeniami, które na długo pozostawały w pamięci. I nie tylko za sprawą technicznej perfekcji artystów, ale przede wszystkim z dawania przez nich świadectwa niezłomności ludzkiego ducha i siły, jaki wyzwala w nich muzyka.

Znakomitym przykładem tak niezłomnego wirtuoza-chopinisty, w moim przekonaniu, na zawsze pozostanie Imre Ungár – wybitny węgierski pianista i pedagog, od trzeciego roku życia ociemniały. Jako jedyny przedstawiciel swej nacji „wygrał” Konkurs Chopinowski (druga edycja, rok 1932), i jako jedyny w historii Konkursów Chopina nie przyjął tytułu, nie zgadzając się na laur zwycięzcy ex-aequo. Było mianowicie tak, że po etapie finałowym zgromadził tyle samo punktów, co Alexander Uninsky. Regulamin tamtego Konkursu przewidywał, że w takiej sytuacji o zwycięstwie powinno decydować losowanie. Były jednak liczne sugestie, a nawet naciski ze strony samych jurorów, aby mimo regulaminowego wymogu obu pianistom przyznać laur zwycięzcy. Jednak Imre Ungár sprzeciwił się – upierał się przy losowaniu. Dopiął swego. Losowanie się odbyło i w wyniku bezdusznej procedury ślepy los miast wskazać na ślepego Ungara, wskazał na Uninsky’ego. Tym samym w oficjalnych konkursowych annałach jako zwycięzca figuruje Uninsky. Ungár widnieje jako zdobywca drugiego miejsca… Przewrotne bywają wyroki Opatrzności.

Pisząc o konkursach Chopinowskich, nie sposób pominąć i innego ociemniałego uczestnika, jakim był nasz rodak Edwin Kowalik. Kowalik nie tylko od urodzenia był niewidomym, ale i jego nauczycielem był ociemniały wirtuoz fortepianu – Włodzimierz Dolański. Na V Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim (1955) zdobył wyróżnienie. Był także laureatem wielu innych konkursów, m.in. w Bukareszcie i Rio de Janeiro. Jego koncerty zarówno w Polsce, jak i za granicą cieszyły się ogromną popularnością.

Warto także wspomnieć chińskiego pianistę Xin Luo. Poza wszystkim dlatego warto, ponieważ m.in. studiował pod okiem pani profesor Katarzyny Popowej-Zydroń. Przez wiele lat mieszkając w Polsce, Polska była dla niego drugą ojczyzną. Był laureatem wielu konkursów pianistycznych. Również i on podczas przesłuchań I etapu XVII Konkursu Chopina (rok 2015) swoim występem do żywego poruszył publiczność. 23-letni Chińczyk nie zdobył jednak uznania jury i nie zakwalifikował się do kolejnej rundy.

W moich osobistych wspomnieniach także utkwił w pamięci wzruszający występ ociemniałego pianisty. Był nim pewien Francuz, lecz nazwiska niestety nie pamiętam. Pianista ów podczas VIII edycji Konkursu Chopina, który obserwowałem jako niespełna czternastoletni chłopak, wprawdzie nie zachwycał i nie ekscytował dziennikarzy, jednak pamiętam, że w opinii wielu domorosłych melomanów (takich, chociażby jak ja), zasługiwał na „coś więcej”. Tymczasem podobnie jak Xin Luo i on swoją konkursową batalię zakończył na pierwszym etapie.

Nie sposób również nie wspomnieć o Nobuyuki Tsujii, który pomimo swojej ślepoty zyskał międzynarodowe uznanie za wirtuozerię i talent. W roku 2005 dotarł do półfinału XV Konkursu Chopina, zdobywając jednocześnie Nagrodę Krytyków. Cztery lata później (2009) otrzymał ex-aequo złoty medal podczas Międzynarodowego Konkursu Fortepianowego im. Van Cliburna (dzieląc go z Haochenem Zhangiem). Do dziś jego interpretacje dzieł Chopina czy Liszta potrafią wzruszyć nawet niewzruszone serca, ukazując, że muzyka to uniwersalny język, który nie zna barier.

Jednak pianiści wirtuozi nie tylko zdobywali wielką międzynarodową sławę podczas i za sprawą osiągnięć na wielkich międzynarodowych konkursach. Pomyślmy na przykład o legendarnym Rayu Charlesie, który od siódmego roku życia był całkiem ociemniałym, i który za pomocą swoich hipnotyzujących rąk kreował niesamowite jazzowe improwizacje. Jego muzyka nie tylko poruszała serca, ale również zapisywała się złotymi literami w historii muzyki. Jego przykład pokazuje, jak ogromną moc mają ręce niewidomego artysty, który nie widząc, jednocześnie widzi głębiej i szerzej niż ktokolwiek z nas.

Jakie jest więc źródło tego niesamowitego talentu tych wirtuozów niewidzialnego świata? Odpowiedź leży w wewnętrznej sile ducha, która pozwala im przemienić swoje ograniczenia w wyjątkowe możliwości. Każdy dźwięk, akord, pauza stają się dla nich sposobem na przekazanie tego, co dla normalnie widzących mogłoby być niezauważalne. Każdy koncert to triumf – zarówno dla nich, jak i dla publiczności, która ma szansę doświadczyć magii ich gry.

Pomoc technologiczna, która w ostatnich latach jest szeroko dostępna dla niewidomych, z pewnością bywa dla nich nie do przecenienia. Jednak to przede wszystkim ich talent, ich wola i oddanie czynią muzykę pięknem tak wyjątkowym. Nuty Braille’a, specjalne oprogramowania czy układanki dotykowe są tylko narzędziami wspomagającymi, ale ich prawdziwą siłą jest pasja i determinacja. Osoby te uczą nas wszystkich, jak ważne jest podążanie za marzeniami, mimo przeszkód, jakie stawia przed nami życie.

Pamiętajmy również, że niewidomi pianiści to nie tylko zawodowi artyści, lecz także osoby, które przez muzykę odnajdują sens i radość życia. Wielu z nich gra dla własnej przyjemności, wyrażając siebie, przenosząc swoje wewnętrzne przeżycia na klawisze fortepianu. Dla nich muzyka to forma medytacji, autoterapii, sposób na komunikację z otaczającym światem.

Oprócz tego niezrównanego przywiązania do muzyki niewidomi pianiści uczą nas wdzięczności za to, co mamy, i jak można przekształcić nasze osłabienia w niezrównane piękno. W ich utworach można usłyszeć radość, smutek, determinację i nadzieję – wszystko, co czyni nas ludźmi, niezależnie od naszych fizycznych ograniczeń.

Triumf dźwięku nad ciemnością to nie tylko piękna metafora – to rzeczywistość wielu niewidomych pianistów, którzy każdego dnia zmieniają swoje życie, a także życie innych, za pomocą magii muzyki. Dzięki nim możemy zrozumieć, że prawdziwe piękno i talent nie potrzebują wzroku, aby świecić najjaśniejszym światłem.

Kiedy następnym razem będziesz więc słuchać „fortepianowej symfonii”, zamknij oczy. Wyłącz wszelkie inne zmysły i wsłuchaj się w dźwięki płynące z fortepianu. Poczujesz wówczas, jak niewidzialny świat pełen emocji i piękna rozkwita przed Tobą, pokazując, że prawdziwy triumf osiąga się dzięki mocy ducha i wsparciu serca.

#Muzyka