Bajka o małej dziewczynce, która marzyła, aby pięknie zagrać walczyk Chopina

Dawno, dawno temu, w starym domu z dachem porośniętym mchem, mieszkała mała dziewczynka o imieniu Amelka. Pośrodku ogromnego, nieco zakurzonego salonu stał stary fortepian. Jego klawisze były pożółkłe ze starości, ale kryły w sobie najpiękniejsze tajemnice. Amelka spędzała godziny, słuchając, jak jej dziadek gra Chopina. Ze wszystkich melodii najbardziej pokochała pewnego walczyka – delikatnego, a jednocześnie wnoszącego nutkę tajemniczej tęsknoty.


Jej największym, najskrytszym marzeniem było usiąść przy instrumencie i zagrać ten walczyk tak pięknie, jak robił to dziadek. W głębi duszy skrywała jednak jeszcze jedno, niezwykłe pragnienie – marzyła, że gdy dorośnie, weźmie udział w wielkim, międzynarodowym Konkursie Chopinowskim. Wyobrażała sobie, jak staje na wspaniałej scenie przed wypełnioną po brzegi widownią i podczas najważniejszych przesłuchań zagra właśnie ten ukochany walczyk, dzieląc się jego magią z całym światem. Wierzyła, że dźwięki zawirują wówczas w powietrzu niczym złote liście niesione jesiennym wiatrem.

Pewnego zimowego wieczoru, gdy cały świat za oknem przykrył puszysty śnieg, Amelka zakradła się do salonu. W pomieszczeniu było cicho i mrocznie, a jedyne światło dawał ogromny, srebrny księżyc. Dziewczynka usiadła na stołku, oparła głowę o chłodne drewno fortepianu i cicho westchnęła. Nagle, w promieniu księżycowego światła padającego na klawiaturę, dostrzegła coś niezwykłego. Maleńkie, iskrzące się drobinki zaczęły wirować nad klawiszami, układając się w świetlistą postać wielkości dłoni. Był to Duszek Muzyki, ubrany we frak uszyty z pajęczyny i nut. Duszek ukłonił się elegancko i zapytał cichym, dzwoniącym głosem: „Dlaczego płaczesz, mała pianistko?”. Amelka opowiedziała mu o swoim marzeniu, o wielkiej scenie konkursowej i o tym, jak bardzo jej paluszki nie chcą jej słuchać. Duszek uśmiechnął się ciepło. „Zbyt mocno skupiasz się na tym, co widzą twoje oczy na papierze” – powiedział. „Chopin nie pisał muzyki dla palców. Pisał ją dla serca. Zamknij oczy, Amelko. Poczuj, jak wiatr tańczy za oknem, przypomnij sobie śmiech swojej mamy i ciepło rąk dziadka. Pozwól, by to one zagrały”.

Dziewczynka posłuchała. Zamknęła mocno oczy i wzięła głęboki oddech. Przestała myśleć o trudnych akordach i czarnych kropkach na pięciolinii. Duszek usiadł na jej dłoni, a jego magiczny pył sprawił, że klawisze stały się lekkie jak piórka. Kiedy Amelka uderzyła w pierwszy dźwięk, po pokoju rozszedł się czysty, krystaliczny ton. Potem kolejny i następny. Jej paluszki zaczęły tańczyć po klawiaturze, zupełnie jakby same znały drogę. Walczyk popłynął przez salon – piękny, pełen gracji, wirujący niczym płatki śniegu za oknem. Kiedy przebrzmiał ostatni akord, w drzwiach salonu dostrzegła swoich rodziców i dziadka. W ich oczach błyszczały łzy wzruszenia. Duszek zniknął, zamieniając się w pojedynczy, srebrzysty pyłek, który opadł na serce dziewczynki. Od tamtej pory Amelka grała walczyka najpiękniej na świecie i wiedziała, że kiedyś jej wielkie marzenie o konkursowej scenie na pewno się spełni. Zrozumiała bowiem to, co najważniejsze: że najpiękniejsza muzyka nie rodzi się z wyuczonych ruchów, ale z tego, co nosimy głęboko w sercu i w duszy.

Chopinalia